16 March, 2026

Nowa prognoza wyborcza Onetu. Policzyliśmy rozkład mandatów. Możliwy jest poważny problem [ANALIZA]

Nowa prognoza wyborcza Onetu. Policzyliśmy rozkład mandatów. Możliwy jest poważny problem [ANALIZA]

Według wyliczeń Onetu, gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory, mielibyśmy do czynienia z gigantycznym sejmowym patem. W najnowszej prognozie Onetu liczymy, kto w tym rozdaniu jest najbliżej władzy.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Nowa prognoza wyborcza Onetu. Policzyliśmy rozkład mandatów. Możliwy jest poważny problem [ANALIZA] Onet Od lewej: Włodzimierz Czarzasty, Donald Tusk, Przemysław Czarnek i Grzegorz Braun Poniżej prezentujemy naszą najnowszą symulację poparcia ugrupowań parlamentarnych. Sprawdziliśmy też, jakie są szanse koalicji rządzącej na utrzymanie władzy.Policzyliśmy różne warianty, w jednym z nich o większości w Sejmie zdecydowałby statystyczny rzut monetą. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Odpowiedź polityka PiS rozbawiła gości w studiu. "To nie jest kabaret"

Nowa prognoza wyborcza Onetu. Policzyliśmy rozkład mandatów

Według najnowszej prognozy parlamentarnej Onetu, Koalicja Obywatelska wygrałaby dziś wybory do izby niższej parlamentu z poparciem 33,1 proc. wyborców. Dla ugrupowania premiera Donalda Tuska oznacza to wzrost o 2,4 pkt proc. w porównaniu z wyborami z 2023 r. Taki wynik daje też bardzo bezpieczną przewagę blisko 7 pkt proc. nad Prawem i Sprawiedliwością. Największa partia opozycyjna mogłaby więc liczyć dziś na poparcie zaledwie 26,3 proc. głosujących, co jest wynikiem aż o 9,1 pkt proc. gorszym od tego osiągniętego w poprzednich wyborach. Partia Jarosława Kaczyńskiego traci też 2 pkt proc. w stosunku do poprzedniego wskazania modelu. public.flourish.studio Podium zamyka Konfederacja z wynikiem 13 proc. Formacja Sławomira Mentzena powiększyłaby zatem swoje poparcie o blisko 6 pkt proc. w porównaniu z 2023 r.Jest to o tyle istotne, że na wynik z ostatnich wyborów składało się również ugrupowanie Grzegorza Brauna, które tym razem będzie startować osobno. Wspomniana Konfederacja Korony Polskiej (KKP) mogłaby dziś liczyć na poparcie 8,7 proc. wyborców. Oznacza to, że na miejscach od drugiego do czwartego znajdują się dziś formacje prawicowe lub skrajnie prawicowe. Taki układ może przypominać odwróconą sytuację z wyborów w 2023 r., gdy to PiS zajął pierwsze miejsce, ale nie był w stanie utworzyć większości sejmowej z powodu braku zdolności koalicyjnej z największymi klubami w parlamencie. Dziś to właśnie KO mimo zwycięstwa mogłaby zostać zmuszona do oddania władzy.

  • ZOBACZ: Kto tworzy elektorat Grzegorza Brauna? Wyniki są katastrofą dla PiS

Ostatnią partią, która przekracza próg wyborczy, jest Lewica. Formacja marszałka Czarzastego otrzymałaby dziś 6,4 proc., czyli 2,2 pkt proc. mniej niż dwa i pół roku temu. Należy pamiętać jednak, że wtedy Nowa Lewica startowała w koalicji z Partią Razem – ich drogi po wyborach się rozeszły.Poniżej progu wyborczego znalazłyby się dziś: Partia Razem (3,7 proc.), PSL (2,8 proc.) i Polska 2050 (2,3 proc.). To zła wiadomość dla centrolewicowej sceny politycznej, ponieważ tak duża liczba “zmarnowanych” głosów oznaczałaby utratę władzy przez obecną koalicję rządową. Z drugiej strony szanse na to, że partie wystartują w takiej konfiguracji, są bardzo niewielkie.Wraz ze zbliżaniem się terminu wyborów coraz częściej będą pojawiać się koncepcje wspólnego startu na jednej lub dwóch listach rządowych, aby ograniczyć liczbę głosów traconych pod progiem wyborczym.

  • PRZECZYTAJ: Czarne chmury nad Donaldem Tuskiem. Polacy ocenili jego działania [SONDAŻ]

Sejm bez większości

Przekładając poparcie dla partii na mandaty w Sejmie, można zauważyć, że utworzenie większościowej koalicji nie byłoby możliwe. KO mogłaby dziś liczyć na 188 mandatów, PiS na 153, Konfederacja na 62, KKP na 40, a Lewica na 17. public.flourish.studio Aktualna koalicja rządowa mogłaby więc liczyć na zaledwie 205 mandatów, a do większości zabrakłoby jej 26 posłów. Pozostałe 255 mandatów przypadłoby partiom prawicowym. Również w tym przypadku pojawia się jednak problem ze zbudowaniem większości. Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek w ostatnich dniach “na 200 proc.” wykluczył możliwość współpracy w przyszłym rządzie z Grzegorzem Braunem, którego ugrupowanie wprowadziłoby do parlamentu 40 posłów. Bez ich wsparcia utworzenie większości rządowej nie byłoby możliwe. Teoretycznie wyraźną większością, liczącą 250 mandatów, mogłaby dysponować koalicja KO i Konfederacji. Jednak taki sojusz można dziś rozpatrywać jedynie w kategoriach politycznej fikcji.

  • ZOBACZ: Przemysław Czarnek kandydatem PiS na premiera. Co sądzą Polacy? [SONDAŻ]

Koalicja rządowa potrzebuje lepszego układu list

Gdyby wybory odbyły się dziś w obecnej konfiguracji, szanse koalicji rządowej na utrzymanie większości wynosiłyby zaledwie 15 proc. To oznacza brak jakiejkolwiek poprawy od początku roku. Lepsze ułożenie list wyborczych przez partie centrolewicowe mogłoby jednak wyraźnie te szanse zwiększyć. public.flourish.studio Na potrzeby zobrazowania, jak bardzo rozdrobnienie zmniejsza szanse koalicji na uzyskanie większości w obecnej ordynacji wyborczej, sprawdziliśmy, jak zmieniłyby się one przy innym ułożeniu list. Warto jednak zaznaczyć, że zastosowaliśmy tu uproszczone i w praktyce błędne założenie polegające na prostym zsumowaniu poparcia. W rzeczywistości zmiana konfiguracji list mogłaby również zniechęcić część wyborców do udziału w głosowaniu.Już sam start PSL lub Polski 2050 na listach KO zwiększa szanse koalicji rządowej na utrzymanie większości o kilka punktów procentowych. W wariancie wspólnej listy KO, Lewicy, PSL i Polski 2050 prawdopodobieństwo to wzrosłoby do blisko 50 proc. Doświadczenia z wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. pokazały jednak, że poparcie dla partii nie sumuje się w prosty sposób i nie jest to rozwiązanie optymalne. public.flourish.studio Inną możliwością byłby wspólny start KO, PSL i Polski 2050 oraz powrót do wspólnej listy po stronie lewicy. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, ponieważ mosty między Nową Lewicą a Razem zostały już spalone. Partie koalicyjne stoją więc przed trudnym zadaniem ułożenia takich list wyborczych, które z jednej strony zdemobilizują jak najmniej wyborców, a z drugiej pozwolą uniknąć marnowania głosów poniżej progu wyborczego.

  • PRZECZYTAJ: KO na prowadzeniu. Partia Donalda Tuska może mieć powody do niepokoju

Skręt w prawo

Tydzień temu Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło swojego kandydata na premiera po nadchodzących wyborach parlamentarnych. Wybór padł na Przemysława Czarnka. Jest to o tyle zaskakujące, że nie tylko nie jest on kandydatem kompromisowym dla zwaśnionych frakcji, lecz także nie jest politykiem wolnym od obciążeń związanych z poprzednimi rządami PiS. public.flourish.studio Przemysław Czarnek w latach 2020–2023 pełnił funkcję ministra edukacji i nauki. W tym czasie nie zyskał najlepszych opinii wśród Polaków. W badaniach SW Research dla “Wprost” i “Rzeczpospolitej” był regularnie wskazywany jako najgorszy minister edukacji. W ostatnim z tych badań odsetek respondentów wskazujących Czarnka wyniósł 36,4 proc., wobec 19,9 proc. w przypadku Barbary Nowackiej.

  • ZOBACZ: Protest przed Pałacem Prezydenckim. “Chcemy być SAFE”

PiS w defensywie

Były wojewoda lubelski jest politykiem cenionym głównie przez najtwardszy elektorat PiS. Wydaje się, że wskazanie go jako kandydata na premiera jest ostatecznym porzuceniem walki o poparcie na poziomie około 40 proc., ponieważ Czarnek ma niewielkie szanse ponownie przekonać do PiS umiarkowanych wyborców. Do tego w badaniach opinii publicznej regularnie budzi on nieufność ponad połowy Polaków.

  • ZOBACZ: Ulubieniec Jarosława Kaczyńskiego. Wszystkie twarze Przemysława Czarnka

public.flourish.studio Poparcie dla PiS w ostatnich latach i miesiącach systematycznie jednak spada. Dzisiejsze wskazanie 26 proc. jest wynikiem o 17 pkt proc. niższym od szczytowego poparcia osiąganego w 2023 r. Na osłabieniu formacji Jarosława Kaczyńskiego zyskują dwie Konfederacje, sytuujące się na prawo od PiS. Wybór Czarnka wydaje się więc próbą zatrzymania exodusu wyborców, zaspokojenia potrzeb prawicowo-tożsamościowego elektoratu oraz w najlepszym scenariuszu odzyskania części wyborców, którzy przenieśli swoje preferencje na Grzegorza Brauna.Otwartym pytaniem pozostaje jednak, czy nie wpędzi to PiS w jeszcze większe problemy. Przyznanie racji skrajnej prawicy i korekta kursu mogą bowiem dodatkowo utwierdzić część wyborców w przekonaniu, że zamiast “podróbki” Konfederacji w wykonaniu PiS lepiej wybrać jej oryginał. Dość naturalnym wyborem wydawałby się polityk wywodzący się z samorządu, nieobciążony ośmioma latami rządów. Wybór Czarnka pozbawia Prawo i Sprawiedliwość atutu “nowej karty”, którym dysponowali zarówno Andrzej Duda w 2015 r., jak i Karol Nawrocki w 2025 r.

Podobne artykuły