09 March, 2026

Niemiecki ekspert: Nasze założenie było błędne. Polska dostrzegała to zagrożenie znacznie wcześniej

— W Niemczech przez długi czas panowało przekonanie, że nie będziemy już mieć do czynienia z wielkimi wojnami, masową mobilizacją czy konfliktami na dużą skalę. Rosyjska agresja na Ukrainę oraz podważanie europejskiego porządku bezpieczeństwa pokazały jednak, że to założenie było błędne. Wydaje mi się, że Polska dostrzegała to zagrożenie znacznie wcześniej — mówi w rozmowie z Onetem Christian Moos, członek Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Niemiecki ekspert: Nasze założenie było błędne. Polska dostrzegała to zagrożenie znacznie wcześniej Dmytro Smolienko / NurPhoto/AFP, EKES W kółku Christian Moos, na zdjęciu głównym żołnierz 65. Brygady Zmechanizowanej podczas szkolenia z użycia przeciwpancernego systemu rakietowego MILAN w Ukrainie (styczeń 2026 r.) Korespondencja z Brukseli“Ludzie, Demokracja, Odporność — Nasza Przyszłość!” — pod takim hasłem w dniach 2-5 marca 2026 r. w Brukseli odbywał się Tydzień Społeczeństwa Obywatelskiego, flagowe wydarzenie Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. EKES wydaje opinie do projektów aktów prawnych UE, wspierając Parlament Europejski, Radę Unii Europejskiej i Komisję Europejską w procesie legislacyjnym. Jednym z tematów poruszanych podczas kuluarowych rozmów były trudne relacje Unii Europejskiej z USA.Podczas szczytu spotykam się z Christianem Moosem, członkiem Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, w którym reprezentuje Grupę Organizacji Społeczeństwa Obywatelskiego. To ekspert w dziedzinie spraw europejskich i międzynarodowych.

“Niepotrzebne napięcia”

Piotr Gruszka, Onet: Między UE a USA jest źle? Christian Moos: Obecne napięcia między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi są niepotrzebne. Obie strony przez lata korzystały z sojuszu transatlantyckiego i chciałbym, aby został on utrzymany, a w przyszłości ponownie wzmocniony. Nie powinniśmy z niego rezygnować. Niemiecki ekspert: Nasze założenie było błędne. Polska dostrzegała to zagrożenie znacznie wcześniej Donald TrumpBONNIE CASH / POOL / PAP Trzeba jednak przyznać, że — zwłaszcza w kontekście wydarzeń wokół Grenlandii — sytuacja stała się bardzo trudna. W mojej ocenie wiele państw członkowskich UE, w tym także Niemcy, przez długi czas nie robiło wystarczająco dużo w zakresie rozwoju własnych zdolności obronnych.Z drugiej strony należy spojrzeć na to w kontekście historycznym. Wystarczy wyobrazić sobie, jak zareagowałaby Warszawa, gdyby na początku obecnego tysiąclecia niemiecki kanclerz ogłosił, że Niemcy zbudują najsilniejszą armię w Europie. Z pewnością wywołałoby to poważny niepokój.

  • Polecamy: Ujawniamy: szamańskie ceremonie, tajemnicza śmierć i polscy miliarderzy

Żyjemy jednak dziś w innym świecie.W Niemczech przez długi czas panowało przekonanie, że nie będziemy już mieć do czynienia z wielkimi wojnami, masową mobilizacją czy konfliktami na dużą skalę. Zakładano raczej, że w razie potrzeby będziemy wysyłać stosunkowo niewielkie, dobrze wyposażone oddziały do odległych regionów, by walczyć z grupami terrorystycznymi czy stabilizować sytuację w niestabilnych państwach.Rosyjska agresja na Ukrainę oraz podważanie europejskiego porządku bezpieczeństwa pokazały jednak, że to założenie było błędne. Wydaje mi się, że Polska dostrzegała to zagrożenie znacznie wcześniej. Być może niemiecka postawa wynikała częściowo z historycznej odpowiedzialności za II wojnę światową, Holokaust oraz zbrodnie popełnione w Polsce i w Związku Radzieckim. To doświadczenie sprawiło, że niemieckie społeczeństwo w pewnym sensie nie chciało dostrzegać zmiany realiów bezpieczeństwa — co mogło być odbierane jako naiwność, choć trzeba to rozumieć w tym kontekście. Obecnie jednak nadrabiamy zaległości i znacząco zwiększamy wydatki publiczne na obronność. Uważam, że kluczowe jest teraz skoordynowane wzmacnianie europejskiego systemu obrony jako silnego filaru sojuszu transatlantyckiego. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Chaos po decyzjach Donalda Trumpa. Marcin Wyrwał: kluczowe jest jedno pytanie

“Porządek światowy się zmienia”

W ramach NATO czy już poza NATO?Nie chodzi o zastępowanie NATO. Najlepiej pozostać przy Sojuszu, ponieważ nawet jeśli relacje z USA są dziś napięte, w NATO są także Kanada i Wielka Brytania, które odgrywają bardzo ważną rolę. Współpracujemy również z Norwegią.

  • Gorzkie słowa wiceszefa Pentagonu. Europa ma dużo do stracenia [MAPY]

Uważam, że Europa powinna stać się bardziej autonomiczna, aby być lepszym i silniejszym sojusznikiem dla Stanów Zjednoczonych. Mam nadzieję, że same USA utrzymają wewnętrzny system kontroli i równowagi oraz nie będą dążyć do przejmowania terytoriów siłą czy poprzez naciski — jak w przypadku Grenlandii — ani wobec sojuszników, ani państw trzecich. Musimy zrozumieć, że porządek światowy się zmienia — właściwie już się zmienił — ale wciąż nie mamy do czynienia z nowym, stabilnym ładem. Znajdujemy się w fazie przejściowej. Europejczycy powinni w tej sytuacji wykorzystać swoją siłę, by w jak największym stopniu podtrzymać zasady międzynarodowego ładu opartego na regułach. Być może przez pewien czas nie będziemy mieli w pełni ukształtowanego, stabilnego systemu, ale możemy działać poprzez zawieranie umów handlowych — na przykład z Mercosur, Indiami i innymi partnerami.Dlatego mam nadzieję, że jako Europejczycy będziemy wystarczająco silni, by odłożyć na bok krótkowzroczne, partykularne interesy narodowe, które często dominują w polityce. Jeśli chcemy przetrwać i obronić to, co udało się zbudować po 1990 r., musimy zmienić sposób myślenia. Żadne z naszych państw nie jest dziś wystarczająco silne, by samodzielnie bronić tego dorobku. Co więc powinna zrobić UE?Uważam, że Unia Europejska musi działać dwutorowo. Z jednej strony powinniśmy wzmacniać własną samodzielność, z drugiej — nadal opierać się na współpracy z USA. Osiągnięcie realnej samowystarczalności, nawet w wymiarze konwencjonalnym, zajmie wiele lat. Nie mówiąc już o kwestii odstraszania nuklearnego — choć pojawiają się propozycje, m.in. ze strony prezydenta Macrona, to jest to niezwykle trudne i wymaga czasu.

  • Rozwód z USA? Szok jest brutalny, ale może wyciągnąć Europę z letargu. Ekspertka nie ma wątpliwości: nadszedł moment prawdy [OPINIA]

Nawet rozwój zdolności konwencjonalnych trwa bardzo długo. Przyspieszenie procesów może skrócić perspektywę z 2035 do 2030 r., ale nawet rok 2030 wydaje się dziś odległym terminem. W praktyce nadal będziemy zmuszeni opierać się na jednym z wielkich mocarstw — i w tej sytuacji wciąż wybrałbym Stany Zjednoczone, mając nadzieję, że nie skręcą w stronę autorytaryzmu. Ale Amerykanie nie ukrywają, że grają na rozbicie spójności UE.Niepokojące jest to, że w nowej strategii bezpieczeństwa Białego Domu wyraźnie zaznaczono wsparcie dla prawicowych, nacjonalistycznych i polaryzujących ugrupowań w Europie — z których część jest otwarcie prorosyjska. Trudno zrozumieć, w jaki sposób miałoby to leżeć w interesie Stanów Zjednoczonych. Przykładem jest AfD w Niemczech, partia wyraźnie prorosyjska.Dlatego mam nadzieję na wzmocnienie relacji polsko-niemieckich. Liczę też, że w Polsce te siły polityczne, które postrzegają Niemcy jako zagrożenie podobne do Rosji, jeszcze raz przemyślą swoje stanowisko.

“W wielu krajach sytuacja polityczna budzi obawy”

Ale wróćmy jeszcze do pytania, co powinna zrobić UE.Jeśli chodzi o obszary wymagające największej pracy w UE, to jednym z kluczowych problemów jest prawo weta przysługujące poszczególnym państwom członkowskim. Widzieliśmy to na przykładzie Węgier — przez pewien czas wspieranych przez Polskę, obecnie przez Słowację. Dziś sytuacja w Polsce jest inna, ale przyszłość pozostaje niepewna. Niemiecki ekspert: Nasze założenie było błędne. Polska dostrzegała to zagrożenie znacznie wcześniej Premier Węgier Viktor OrbanWiktor Dąbkowski / PAP W wielu krajach sytuacja polityczna budzi obawy: sondaże w Niemczech są niepokojące, sytuacja we Francji również. Wielka Brytania nie jest już członkiem UE, ale w kontekście bezpieczeństwa i relacji transatlantyckich pozostaje kluczowa — a i tam sytuacja jest trudna.Musimy przejść przez ten okres turbulencji. Państwa gotowe do pogłębionej współpracy powinny móc iść naprzód — w ramach traktatów, jeśli to możliwe, a w razie potrzeby także poza nimi. W ten sposób można stworzyć nową siłę przyciągania dla europejskiej integracji i obrony jej wartości.

  • Niemieckie media chcą przełamania politycznego tabu. Za przykład podają Karola Nawrockiego

Dobrym przykładem jest strefa Schengen. Choć dziś jest zagrożona w związku z kryzysem migracyjnym, dla wielu młodych ludzi stanowi jeden z największych sukcesów integracji europejskiej. Co istotne, Schengen początkowo powstało jako porozumienie międzyrządowe oparte na prawie międzynarodowym, a nie jako element głównego systemu integracyjnego UE. Być może podobny model można zastosować w innych dziedzinach — w bezpieczeństwie czy obronności. Różne poziomy integracji mogą być także konieczne w kontekście rozszerzenia UE o państwa Bałkanów Zachodnich, Ukrainę, Mołdawię, a być może w przyszłości także Gruzję. Musimy zadbać o to, by instytucje UE pozostały sprawne.Potrzebujemy także unii rynków kapitałowych, aby europejskie start-upy mogły się rozwijać i skalować działalność. Nowej dynamiki nie da się jednak osiągnąć, jeśli 27 państw będzie stale czekać na najbardziej opornego członka. Dlatego musimy działać równolegle w wielu obszarach, aby przywrócić Europie dynamikę rozwoju.USA raz na jakiś czas straszą Europejczyków, że wycofają lub ograniczą obecność swoich wojsk na Starym Kontynencie. To realne zagrożenie?Nie wiem, czy Stany Zjednoczone zdecydują się wycofać swoje wojska z Europy. Trudno mi to sobie w tej chwili wyobrazić, choć oczywiście nie można niczego wykluczyć.

“Wojna z Iranem nie ułatwia sytuacji”

W samych USA narasta niezadowolenie z obecnej sytuacji w kraju.Wyborcom obiecywano niższe ceny i poprawę warunków życia, a to się nie dzieje. Problemem pozostaje dostępność podstawowych dóbr, koszty utrzymania czy ceny mieszkań — zresztą są to wyzwania, z którymi mierzymy się także w Europie. Dodatkowo wojna z Iranem nie ułatwia sytuacji.Nie mam żadnej sympatii wobec irańskiego reżimu i uważam, że świat byłby lepszy bez niego. Pytanie jednak brzmi, czy bez użycia wojsk lądowych można skutecznie doprowadzić do zmiany — historycznie nie jestem pewien, czy bez wojsk lądowych udałoby się pokonać Hitlera. Nie wiem więc, czy taka operacja byłaby możliwa, jak długo by trwała i jakim kosztem.Drugim źródłem niezadowolenia w USA są działania służb imigracyjnych (ICE) prowadzone przez administrację Trumpa. Myślę, że nawet część jego elektoratu — w tym wielu wyborców opowiadających się za bardziej restrykcyjną polityką migracyjną — nie popiera aż tak daleko idących działań. Dla wielu osób to poszło za daleko. Mam więc nadzieję, że po wyborach do Kongresu (midterms) sytuacja ulegnie pewnej korekcie, a po kolejnych wyborach prezydenckich pojawi się bardziej przewidywalne przywództwo. Oczywiście najpierw trzeba do tych wyborów dotrwać.Nie wierzę jednak, że powróci sytuacja z czasów, gdy Joe Biden mówił “America is back” i oznaczało to, że Europa może przestać inwestować w obronność, a USA znów przejmą całość ciężaru. To się nie wydarzy. My również musimy brać odpowiedzialność.Ostatnio Hiszpania znalazła się na celowniku Donalda Trumpa, po tym, jak nie pozwoliła USA wykorzystać wojskowych baz do operacji przeciwko Iranowi.Moim zdaniem Madryt nie miał obowiązku udzielić pozytywnej odpowiedzi, ponieważ nie była to sytuacja objęta artykułem 5 NATO. Stany Zjednoczone nie zostały zaatakowane. Gdyby tak było, oczekiwałbym od Hiszpanii otwarcia baz i zachowania jak solidny sojusznik. W tym przypadku mówimy jednak o wojnie prewencyjnej. Rozumiem argument, że reżim w Iranie dąży do posiadania broni jądrowej — w przeciwieństwie do Iraku sprzed ponad 20 lat, gdzie broni masowego rażenia nie było. W przypadku Iranu ambicje nuklearne są realne i zrozumiałe jest, że nie chcemy, by ten reżim wszedł w jej posiadanie. To jednak wciąż nie jest kwestia objęta zobowiązaniami sojuszniczymi NATO.Uważam jednak, że wszystkie państwa członkowskie powinny w większym stopniu realizować uzgodnione zobowiązania w zakresie wydatków na obronność — i dotyczy to także Hiszpanii.

“Im więcej państw posiada broń nuklearną, tym większe ryzyko katastrofy”

Prezydent Francji, która dysponuje bronią atomową, rzucił właśnie pomysł rozszerzenia swojego “parasola nuklearnego” na inne kraje. To dobry pomysł?Jeśli chodzi o propozycję Emmanuela Macrona dotyczącą tzw. francuskiego parasola nuklearnego, uważam, że odstraszanie nuklearne jest niestety niezbędne. Jeśli mamy wątpliwości co do trwałości amerykańskiego parasola, musimy rozważyć alternatywne rozwiązania. Niemiecki ekspert: Nasze założenie było błędne. Polska dostrzegała to zagrożenie znacznie wcześniej Emmanuel MacronTERESA SUAREZ / PAP Nie sądzę, by Niemcy, Polska czy inne państwa powinny rozwijać własną broń jądrową. Im więcej państw posiada broń nuklearną, tym większe ryzyko katastrofy. Dlatego koncepcja rozszerzenia francuskiego odstraszania — tak, aby integralność nie tylko terytorium Francji, lecz także Unii Europejskiej i jej partnerów była uznana za francuski interes egzystencjalny — może mieć sens.Wiązałoby się to zapewne z określoną formą współudziału, także finansowego, ze strony takich państw jak Polska czy Niemcy. Kluczowe jest jednak, by takie rozwiązanie było wiarygodne, skuteczne i nie prowadziło do niekontrolowanej eskalacji.

“Nie może już w takim stopniu polegać na kimkolwiek innym”

Podczas szczytu o kondycji Starego Kontynentu i dynamicznych relacjach z USA, rozmawiam również z przewodniczącym Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego Séamusem Bolandem. — Uważam, że wszyscy uczymy się obecnej sytuacji. Istnieje pokusa, by wszystko personalizować i sprowadzać do jednej osoby, na przykład prezydenta Donalda Trumpa. Tymczasem Stany Zjednoczone stopniowo redefiniują swoją politykę handlową co najmniej od 2012 r. W ostatnich latach proces ten jedynie przyspieszył. Mamy więc do czynienia z szerszym przestawianiem się Ameryki, niezależnie od konkretnego przywódcy — mówi mi Séamus Boland. Niemiecki ekspert: Nasze założenie było błędne. Polska dostrzegała to zagrożenie znacznie wcześniej Od lewej: Isabelle Le Galo Flores, sekretarz generalna Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, przewodniczący Séamus Boland i wiceprzewodnicząca Marija HanževačkiEuropejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny — Szczerze uważam, że to, co łączy Europę i Stany Zjednoczone, wciąż przeważa nad tym, co nas dzieli. Musimy jednak uważać na impulsywne reakcje na wypowiedzi liderów, którzy jednego dnia mówią jedno, a następnego coś zupełnie przeciwnego. Trzeba wierzyć, że za kulisami nadal toczą się rozmowy, że dyplomacja wciąż działa — dodaje.Séamus Boland przekonuje, że Europa wyciągnęła z tego ważną lekcję — musi być bardziej niezależna niż kiedykolwiek wcześniej. — Nie może już w takim stopniu polegać na kimkolwiek innym — podkreśla.

Podobne artykuły