Kij i marchewka z Kremla. “Pokój można utrzymać tylko dzięki sile i determinacji”. GRA WOJENNA
Sekretarz stanu USA chce być mediatorem. Dzwoni do Moskwy, dzwoni do Berlina. W poufnej rozmowie uczestniczą również premier Polski i sekretarz generalna NATO. To nie jest prawdziwa sytuacja. To scenariusz tego, co może się zdarzyć, jeśli Ukraina zostanie zmuszona do zawarcia niekorzystnego pokoju, a Europa nie zareaguje na czas. Przedstawiamy to w poniższej grze wojennej.
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Contributor/Getty Images, EPA/STRINGER / Getty Images Prezydent Rosji Władimir Putin w Biszkeku w Kirgistanie, 27 listopada 2025 r. W tle linia frontu w regionie Zaporoża w Ukrainie, 20 sierpnia 2025 r.
Oto kontynuacja scenariusza przygotowanego przez redakcję “Die Welt”. Tu znajdziesz pierwszą część, a tu cały projekt w języku niemieckim, w wersji do posłuchania. Przeczytaj, czym jest gra wojenna oraz jaki jest jej cel. Dowiedz się, kto jest kim w tej grze — przedstawiamy sylwetki jej uczestników.
Waszyngton
Coraz trudniej przewidzieć, jak USA zareagowałyby w takiej sytuacji kryzysowej. Od lat domagają się od Europy, by wzięła na siebie większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Pod rządami Donalda Trumpa ton wypowiedzi staje się coraz ostrzejszy. Spór o Grenlandię podważa fundamenty NATO.
W grze wojennej sekretarz stanu USA rozmawia z obiema stronami. Dzwoni do prezydenta Rosji, kanclerza Niemiec i jego ministra spraw zagranicznych. W poufnej rozmowie uczestniczą również premier Polski i sekretarz generalna NATO.
- Jedność NATO kontra ambicje Kremla. Czy Europa byłaby gotowa, gdyby Rosja zaatakowała? Oto GRA WOJENNA [CZĘŚĆ 1]
- W NATO zapadają ostateczne decyzje. Rosja chce uwieść trzy kraje. GRA WOJENNA [CZĘŚĆ 3]
Waszyngton nie chce w żadnym wypadku angażować się w nową wojnę w Europie. — Ludzie boją się, że Stany Zjednoczone nie zostaną wciągnięte w konflikt, który, jak sądziliśmy, został już rozwiązany kilka miesięcy temu — mówi sekretarz stanu USA. Nawiązuje tym samym do wojny w Ukrainie. Waszyngton jest dumny z jej zakończenia.
Niemiecki minister spraw zagranicznych protestuje. — To oczywiste, że jesteśmy atakowani! — mówi.
Popiera go premier Polski. — Pokój można utrzymać tylko dzięki sile i determinacji — podkreśla.
Sekretarz generalna NATO przypuszcza krytykę. — O ile mi wiadomo, wiele amerykańskich oddziałów, przynajmniej tych w Europie Wschodniej, może nie być dostępnych, bo nie ma jeszcze określonego terminu, w którym można by je rozmieścić.
Amerykańscy żołnierze podczas ćwiczeń w Hohenfels w Niemczech, 3 lutego 2025 r.EPA/MARTIN DIVISEK / PAP
W krajach bałtyckich stacjonuje obecnie ok. 2000 amerykańskich żołnierzy, ale ich obecność nie jest gwarantowana politycznie. Waszyngton rewiduje w ostatnim czasie rozmieszczenie swoich sił zbrojnych na całym świecie, a nowa strategia obronna USA wyraźnie stwierdza, że Europa musi w przyszłości sama stawić czoła zagrożeniu ze strony Rosji.
- Kluczowy partner może porzucić Putina. Trump gra na rozłam i dokręca śrubę Kremlowi. Rosjanie szykują się na czarny scenariusz
Stanowisko amerykańskie jest jasne. — Nie chcemy robić nic, co mogłoby zagrozić dotychczasowym wysiłkom zmierzającym do nadania naszym stosunkom z Rosją szerszych i bardziej konstruktywnych podstaw, również w dziedzinie gospodarki — mówi sekretarz stanu. Waszyngton odrzuca sankcje wobec Rosji i odmawia rozmów z NATO na temat art. 5. Sojusz jest de facto zablokowany. Rozmowa dobiega końca.
Moskwa
Następnym krokiem Rosjan jest unieruchomienie Niemiec. — Dobrze jest pozostać przy sprawdzonej strategii kija i marchewki — mówi minister spraw zagranicznych.
Szef wojska przedstawia więc kij: plan ataku na Niemcy. — Przeprowadziłbym precyzyjne uderzenia na infrastrukturę kolejową i port w Bremerhaven, który byłby kluczowym punktem wejścia dla ciężkiego sprzętu amerykańskiego — mówi.
HtmlCode
Proponuje też ataki na terminale LNG w Wilhelmshaven i Lubmin, na ważne połączenia kolejowe oraz na farmy wiatrowe na Morzu Północnym, aby zagrozić dostawom energii elektrycznej. Do tego ataki dronów na przemysłowe aglomeracje. Krótko mówiąc: strategia przesycenia. Niemcy nie miałyby na to żadnej odpowiedzi militarnej.
— Niemiecka obrona powietrzna i przeciwrakietowa jest bardzo ograniczona — mówi szef wojska. — Nie mają wystarczającej liczby rakiet przechwytujących. Nie mają prawie żadnych możliwości obrony przed dronami.
To plany na wypadek realizacji scenariusza, w którym NATO wspólnie broni Litwy. Wówczas setki tysięcy żołnierzy państw sojuszniczych przemierzyłoby Niemcy w drodze na front. Z punktu widzenia Rosji ważne byłoby wówczas sparaliżowanie logistyki. Na razie jednak kij pozostaje w szufladzie. Moskwa kusi marchewką: współpracą gospodarczą i importem energii.
- “Sama skóra i kości”. Rosyjscy żołnierze skarżą się, że głód paraliżuje jednostki na froncie. Przechwycona rozmowa ujawnia skalę załamania logistyki
— Istnieje silne lobby w gospodarce wschodnich Niemiec, a także w niektórych częściach rządu federalnego — mówi minister spraw zagranicznych. — Tutaj możemy zasiać niezgodę.
Już kilka tygodni wcześniej Rosja zabiegała o Niemcy, oferując im długoterminowe umowy na dostawy gazu — z rabatami sięgającymi nawet 20 proc. i zobowiązaniami inwestycyjnymi dla przemysłu wschodnioniemieckiego. Teraz Kreml proponuje rozmowy na temat pokojowego rozwiązania “kryzysu humanitarnego” w Królewcu. Jednocześnie Moskwa wywiera celowy wpływ na podmioty we wschodnich landach Niemiec — oraz na wybranych przedstawicieli partii AfD, BSW i SPD.
Berlin
Nikt przy stole nie ma ochoty sięgać po rosyjską marchewkę. Wręcz przeciwnie: kanclerz i jego ministrowie zaostrzają środki gospodarcze. Rosyjscy biznesmeni nie otrzymują już wiz. Berlin zrywa wszelkie stosunki energetyczne z Rosją. Wywiera presję na Francję, aby postąpiła tak samo, i nalega na wykorzystanie zamrożonych w Europie rosyjskich aktywów.
Rząd federalny postanawia również podjąć działania przeciwko rosyjskiej flocie cieni. Chodzi o stare tankowce, dzięki którym Rosja omija zachodnie sankcje dotyczące nośników energii — i które nigdy nie są daleko, gdy w Morzu Bałtyckim przerwane zostają kable podmorskie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo "Nie mamy wyjścia". Gorąca dyskusja o strzelaniu do rosyjskich samolotów
Teraz ma to się skończyć. W wyłącznej strefie ekonomicznej Niemiec Berlin chce zatrzymywać, kontrolować i zawracać rosyjskie tankowce. Jeśli inne kraje nadbałtyckie — Polska, kraje bałtyckie, Finlandia — dołączą do tej inicjatywy, powstanie gęsta sieć. Również pod względem militarnym zakres działania Rosji ma się zmniejszyć. Niemcy i ich partnerzy chcą monitorować obszar Morza Bałtyckiego za pomocą radarów, statków rozpoznawczych, samolotów bojowych i obrony powietrznej.
Nagle pojawia się decyzja, której w historii Republiki Federalnej Niemiec jeszcze nie było. Minister obrony nalega na stwierdzenie konstytucyjnego stanu zagrożenia. Opisuje sytuację jako nadzwyczajną. Zbrojny atak na Niemcy jest uważany za prawdopodobny.
Wraz ze stanem zagrożenia wchodzą w życie specjalne ustawy i środki. Jeśli NATO ogłosi stan wyjątkowy, setki tysięcy żołnierzy będą musiały przejść przez Niemcy. W razie zagrożenia kraj ten staje się krajem tranzytowym — centrum operacyjnym NATO. Sojusznicze oddziały potrzebują paliwa, zakwaterowania, wyżywienia. Ranni muszą otrzymać pomoc. — Potrzebujemy szerokiego wsparcia ze strony społeczeństwa — mówi szef urzędu ochrony ludności — transportu, innych usług, potrzebujemy pomocy, być może musimy już przygotować szpitale. To wymaga czasu.
- “Straciliśmy wiele lat”. Niemiecki historyk wojskowości przewiduje, co się może wkrótce stać
Stan wyjątkowy ułatwia tę logistykę. Pozwala on na nałożenie ograniczeń na przemysł. Przedsiębiorstwa muszą produkować przede wszystkim dla Bundeswehry. Jednak przeszkody są duże. Zgodę musi wyrazić dwie trzecie Bundestagu.
Biorąc pod uwagę rzeczywisty skład obecnego Bundestagu, konieczne byłyby głosy posłów AfD lub Die Linke. Organizatorzy wargame sami podejmują jednak decyzję: krok się powiódł, parlament ogłasza stan zagrożenia. Nico Lange, doradca polityczny i ekspert do spraw bezpieczeństwa, obserwuje symulację w Hamburgu z boku. Uważa on za przesadny powszechny sceptycyzm, że taka decyzja nie byłaby możliwa do przeforsowania politycznie w sytuacji kryzysowej. — Jeśli ten atak naprawdę nastąpi, nikt nie będzie w stanie się przed nim uchronić — mówi.
W grze krok ten ma natychmiastowe konsekwencje. Wszyscy pełnoletni mężczyźni podlegają obowiązkowi służby wojskowej. Trudno to wprowadzić w życie w krótkim czasie. Brakuje punktów poborowych, instruktorów i miejsc zakwaterowania. Jednak państwo zaczyna przygotowywać się kadrowo na dłuższy konflikt.
Odczuwa to również gospodarka. — Ponieważ nie wiemy, jak długo potrwa ta sytuacja, zastrzegam sobie prawo do nałożenia w ciągu roku zamrożenia budżetu na wszystkie resorty — mówi minister finansów.
Moskwa
Na Kremlu niemieckie działania nie robią większego wrażenia. — Co ciekawe, nie ma tu ani jednego punktu, który dotyczyłby aktywacji dodatkowych sił NATO — zauważa szef sztabu generalnego.
— Być może ich celem jest pokazanie, że działają i wysyłają silne sygnały, ale to nie rozwiązuje ich problemu — uważa prezydent.
— Naszym celem jest przecież przeforsowanie tego korytarza. Potem znajdziemy się w innym świecie — mówi minister spraw zagranicznych. — A te działania moim zdaniem jakoś ignorują ten cel.
— Właśnie de facto zaatakowaliśmy kraj należący do NATO i nie było żadnej silnej reakcji ze strony Niemiec — stwierdza szef sztabu.
Planowane działania przeciwko flocie cieni irytują jednak Moskwę. Kreml podnosi więc stawkę. Od teraz tankowce mają eskortować okręty wojenne. Każda kontrola przeprowadzana przez państwa NATO może w ten sposób doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji militarnej.
Berlin
Konsekwencje są od razu jasne. — Czy jesteśmy gotowi, mimo wszystko zatrzymać te statki? — pyta kanclerz.
— Myślę, że tak — odpowiada minister obrony. — Jeśli teraz wycofamy się z naszych działań, będzie to całkowite ustępstwo.
Kanclerz zastanawia się głośno: co zrobić, jeśli statek z floty cieni odmówi kontroli? Jeśli wkroczy rosyjska marynarka wojenna? Minister obrony odpowiada, że zależy to od regionalnego układu sił. Ale trzeba pójść o krok dalej.
Niesterowny tankowiec Eventin, zaliczany do tzw. floty cieni, na Morzu Bałtyckim. Zdjęcie ilustracyjneSTEFAN SAUER / DPA / PAP
— Wtedy musimy spojrzeć sobie głęboko w oczy — mówi szef rządu. — W razie wątpliwości oznacza to ostrą reakcję.
W tej debacie ujawnia się coś fundamentalnego: przez dziesięciolecia Niemcy polegały na tym, że Stany Zjednoczone zabezpieczą ostatni etap eskalacji. Teraz Berlin musi podejmować decyzje, które w najgorszym przypadku doprowadzą do starcia militarnego — bez wsparcia USA.
Południowa Litwa
Wojny toczą się nie tylko na polu bitwy, ale także w głowach. Dlatego Rosja wysyła, wśród dużego rozgłosu medialnego, “konwój humanitarny” z Białorusi do rzekomo cierpiących rodaków w Kaliningradzie. Ciężarówki, według Kremla załadowane żywnością i lekami, jadą gęsto jedna za drugą przez okupowany korytarz na terytorium Litwy. Towarzyszy im Rosyjski Czerwony Krzyż. Organizacja ta jest uznawana na arenie międzynarodowej za narzędzie służące interesom państwowym i wojskowym Rosji. Rosyjscy reporterzy przeprowadzają wywiady. Żołnierze zabezpieczają korytarz, ale kamery skupiają się wyłącznie na cywilach, zwłaszcza na kobietach…
Zachęcamy do lektury kolejnych części:
- Jedność NATO kontra ambicje Kremla. Czy Europa byłaby gotowa, gdyby Rosja zaatakowała? Oto GRA WOJENNA [CZĘŚĆ 1]
- W NATO zapadają ostateczne decyzje. Rosja chce uwieść trzy kraje. GRA WOJENNA [CZĘŚĆ 3]