22 March, 2026

Juniorzy wypadają z rynku. “Za pięć lat firmy się obudzą i zostaną z niczym”

Bezrobocie wśród młodych Polaków jest prawie czterokrotnie wyższe od średniej ogólnej. Rozwarstwienie jest ogromne i jedno z największych w Europie. Powodów jest kilka, ale jeden, w dobie galopującej technologii, jest szczególnie niepokojący — spadek zapotrzebowania na juniorskie stanowiska.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Juniorzy wypadają z rynku. "Za pięć lat firmy się obudzą i zostaną z niczym" Andrey_Popov / Shutterstock Zwolnienie z pracy (zdj. ilustracyjne) Według danych Ministerstwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce w lutym wyniosła 6,1 proc. To najgorszy wynik od kwietnia 2021 r. (wówczas było 6,3 proc.)Sytuacja wygląda nieco lepiej według badania Eurostatu, który przyjmuje inną metodologię wyliczeń, gdzie bezrobocie w styczniu wynosiło 3,1 proc. Jednak najbardziej niepokojące dane dotyczą najmłodszych pracowników na rynku pracy.W 2025 r. stopa bezrobocia wśród osób do 25. roku życia wyniosła 12,5 proc. (dane Eurostat). To o 1,5 pkt proc. więcej względem 2024 r. Wynik ten plasuje Polskę na siódmym miejscu wśród krajów UE. Średnia unijna wynosi 15 proc., więc wydawać by się mogło, że nie jest tak źle. Bo przecież daleko nam do Szwecji, Hiszpanii i Holandii, gdzie stopa bezrobocia wśród młodych wynosi kolejno: 24,7 proc., 23,4 proc. oraz 22,5 proc.

  • Polecamy: Młodzi Hiszpanie wolą Polskę. “U nas nawet z dyplomem będziesz kelnerem”

Jednak, jak obliczył portal Money.pl, w żadnym innym państwie Unii Europejskiej różnica między wskaźnikiem bezrobocia wśród osób poniżej 25. roku życia a stopą dla całej populacji nie jest tak duża, jak właśnie w Polsce. W 2025 r. nad Wisłą bezrobocie wśród młodych było prawie czterokrotnie wyższe (o 300 proc.) od średniej ogólnej, podczas gdy w całej UE wskaźnik ten był średnio dwuipółkrotnie wyższy (o 150 proc.). Przeanalizowaliśmy trzy główne czynniki, które wpływają na problemy z pracą wśród najmłodszych pracowników.

Pokolenie Z na rynku pracy

Obecnie co piąta osoba zatrudniona w Polsce to przedstawiciel pokolenia Z. Przyjmuje się, że jest to pokolenie, które potrzebuje większej elastyczności, sprzeciwia się skostniałym standardom pracy, stawia na work-life balance. Pojawienie się na rynku przedstawicieli tego pokolenia już kilka lat temu doprowadziło do zmiany strategii wielu pracodawców, którzy starali się dostosować do wymagań najmłodszych pracowników. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo "Codziennie tracimy 1000 osób z rynku pracy" Z każdym rokiem na rynku pojawia się coraz więcej Zetek, a według prognoz do 2030 r. przedstawiciele tego pokolenia będą stanowić ponad 30 proc. globalnej siły roboczej.Pokolenie Z, wychowane od najmłodszych lat z technologią w ręku, ma naturalną przewagę w obsłudze narzędzi AI, nowych technologii i cyfrowych procesów. Jednak to właśnie oni najbardziej odczuwają skutki automatyzacji prostych zadań.

  • Przeczytaj: Gdy zetka zostaje prezesem. “Byłam cały czas w trybie pracy”

Problem z juniorskimi stanowiskami

W ostatnim czasie sztuczna inteligencja z impetem weszła także na rynek pracy. Nowe rozwiązania mają zautomatyzować i usprawnić pracę, ale jak wielokrotnie pokazała nam historia — rewolucjom zawsze towarzyszą ofiary.W tym przypadku rykoszetem obrywają najmłodsi pracownicy. Niższe stanowiska coraz łatwiej jest zastąpić właśnie dzięki AI. Widać to zwłaszcza w branży IT, gdzie na stanowiskach początkujących, czyli juniorskich, zapotrzebowanie spadło o około 20–25 proc. Przede wszystkim AI przejmuje role supportowe, co utrudnia start w wielu branżach. — Najtrudniej o pracę jest na tzw. entry level, czyli na poziomie dla początkujących. Tych ofert pracy jest wyraźnie mniej i to jest pewne wyzwanie dla świeżo upieczonych absolwentów, którzy nie mają doświadczenia — stażu, praktyk, projektów informatycznych. Widzimy też trudność dla osób, które kończyły kursy, a nie ukończyły studiów informatycznych. Jeszcze do niedawna był bardzo duży boom na takie kursy i rzeczywiście gwarantowały one pracę na tych początkujących stanowiskach, a w tej chwili to się zmieniło — tłumaczył Mateusz Żydek, ekspert z Instytutu Badawczego Randstad w artykule Szukanie pracy trwa najdłużej od lat. Ekspert wskazuje cztery branże, w których obecnie jest najtrudniej.Przez to, że zadania na poziomie dla początkujących przejmuje sztuczna inteligencja, tworzy nam się widoczna wyrwa. Młodzi nie mają gdzie nabywać doświadczenia. Jednak za kilka lat firmy i korporacje będą potrzebowały wykwalifikowanych specjalistów, tylko pytanie, skąd ich brać, skoro rynek wycina tzw. entry level.

  • Czytaj: “Nawet tam mnie nie przyjęli”. Szukanie pracy trwa najdłużej od lat

— Odpowiedzią na ten paradoks powinno być wymyślenie na nowo, jak powinny wyglądać początkujące stanowiska. Jakie role, wymagania, oczekiwania, ale też jakie wsparcie otrzymuje pracownik na starcie. Bo kadr będziemy potrzebować. Bez tego zaczyna nam się robić rozwarstwienie, bo za pięć lat firmy się obudzą i zostaną z niczym. To jest bardzo interesujący paradoks, z którym firmy będą musiały się, prędzej czy później, zmierzyć — podkreśla ekspert.Do tego dochodzi spowolnienie gospodarcze i pewne zamrożenie na niektórych rynkach, co przekłada się na brak ofert i rzadsze rekrutacje.

Uznaliśmy, że już nie potrzebujemy ludzi technicznych, tylko umysłowych

Problemem od lat jest też nadpodaż absolwentów kierunków humanistycznych przy dużych brakach absolwentów uczelni technicznych, zwłaszcza w kwestii kształcenia najnowszych umiejętności związanych z rozwojem AI. W rozmowie z Onetem zwraca na to uwagę Wojciech Balcerzak, Senior Data Analyst. — Zarówno w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych pokutuje myślenie, że praca dla tak zwanych “białych kołnierzyków” zawsze będzie, a brakuje nam pracowników technicznych. Kilka dekad temu dużym zainteresowaniem cieszyły się szkoły techniczne. Teraz nie ma takiego zainteresowania. Jednak w skali globalnej te kierunki się rozwijają, bo jest takie zapotrzebowanie, np. w Chinach. A my po prostu to straciliśmy, bo uznaliśmy, że już nie potrzebujemy ludzi technicznych, tylko umysłowych — podkreśla w rozmowie z Onetem.Chiny są dobrym przykładem, bo posiadają jedne z najlepszych uczelni technicznych na świecie. Wiele z chińskich uczelni znajduje się na czele rankingów inżynieryjnych. Na przykład w prestiżowym rankingu US News Best Global Universities for Engineering chińskie uczelnie techniczne zajmują trzy pierwsze miejsca.

  • Polecamy: “To paradoks, z którym firmy będą musiały się zmierzyć”. Branże zagrożone kryzysem zatrudnienia

Czołowe uniwersytety ściśle współpracują z przemysłem, firmami technologicznymi i tymi zajmującymi się sztuczną inteligencją.— W Chinach edukacja jest strategią przetrwania. Chiny przekształcają system edukacji w zbrojne ramię przemysłu technologicznego, bo co roku ponad milion studentów kończą kierunki STEM [nauka (science), technologia (technology), inżynieria (engineering) i matematyka (mathematics)]. Chiny wprowadzają na rynek znacznie więcej absolwentów STEM niż USA i Europa razem wzięte. Powinniśmy brać przykład z Państwa Środka — podkreśla Balcerzak.Jednak chiński rynek pracy jest o tyle specyficzny, że nawet ogromne nakłady w rozwój nowych technologii nie zniwelowały bezrobocia wśród młodych, które również utrzymuje się na kilkunastoprocentowym poziomie. Należy mieć na uwadze, że chiński rynek jest ogromny. Tylko w 2025 r. na rynek pracy weszła rekordowa liczba 12,22 mln absolwentów uczelni wyższych, co przy spowolnieniu gospodarczym, wywołanym m.in. niewystarczającym popytem krajowym czy wojną handlową z USA, powoduje, że wielu młodych w Chinach też nie może znaleźć pracy. HtmlCode

Jak Polska traci talenty

Od kilku lat saldo migracji jest dodatnie, to znaczy, że więcej Polaków do Polski wraca niż z niej wyjeżdża. Trend ten umocnił się po Brexicie i pandemii. Rekordowy pod tym kątem był 2024 r., gdy powroty rok do roku wzrosły nawet o 30 proc. Jednak wciąż za granicami naszego kraju przebywa (powyżej 12 miesięcy) blisko 1,5 mln Polaków. Spośród krajów europejskich najwięcej polskich emigrantów przebywało w Wielkiej Brytanii (415 tys.), Niemczech (407 tys.), Holandii (132 tys.) i Norwegii (78 tys.).Dane te wyglądają nieco inaczej, jeśli spojrzymy na wiek emigrantów. Przykładowo w raporcie Gi Group aktualizowanym na podstawie trendów z 2025 r. aż 28,9 proc. osób w wieku 18–24 lat deklarowało plany emigracji ekonomicznej w ciągu najbliższego roku. Dla porównania, wśród badanych w wieku 25–44 odsetek ten wynosił 16,8 proc. Emigracja młodych Polaków określana jako “brain drain” (drenaż mózgów), stanowi wciąż poważne wyzwanie dla polskiej gospodarki, szczególnie w kontekście niedoborów kadrowych w kluczowych sektorach. Młodzi emigranci wybierają przede wszystkim kraje Unii Europejskiej na czele z Niemcami, wciąż Wielką Brytanią i Holandią.Młodzi Polacy, absolwenci wyższych szkół i specjaliści, emigrują przede wszystkim w poszukiwaniu lepszych zarobków oraz lepszych warunków do rozwoju swojej kariery na międzynarodowych rynkach.W sektorze IT, dla juniorów w Polsce (3-5 lat doświadczenia) mediana zarobków to około 13 000-19 500 zł brutto (ok. 3 000-4 500 euro), ale w Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii może to być 2-3 razy więcej. Młodzi emigrują też ze względu na lepsze perspektywy rozwoju, niższe koszty życia w relacji do zarobków oraz stabilność (np. w Wielkiej Brytanii czy Niemczech). Raporty wskazują, że emigracja jest wyższa wśród osób wykształconych. Polska traci talenty na rzecz Zachodu.

  • Czytaj: Barbara wysłała 400 CV. Usłyszała, że jest “overqualified”

W sektorze IT w Polsce specjaliści z 3-5 latami doświadczenia w branży IT, tacy jak software engineer, mogą osiągnąć zarobki na poziomie 13-19 tys. zł miesięcznie, czyli 3-4,5 tys. euro miesięcznie. Dla porównania specjaliści z tym samym stażem w branży w Szwajcarii mogą liczyć na wynagrodzenie na poziomie 8-10,4 tys. franków szwajcarskich, czyli ok. 7,5-9,9 tys. euro. Co daje różnicę dwu- lub trzykrotną, a nawet większą, w stosunku do polskich stawek.Spójrzmy też, jak wygląda sytuacja u naszego zachodniego sąsiada — Niemiec. Tam specjaliści na średnim szczeblu zarobią 5-5,8 tys. euro, więc wciąż więcej niż polscy specjaliści. Przy czym życie w Szwajcarii czy Niemczech jest o wiele droższe niż w Polsce, co również trzeba mieć na uwadze. Warto dodać, że wiele firm z branży IT oferuje pracę zdalną lub hybrydową, co daje Polakom możliwość pracy na zagranicznym rynku z rodzimego podwórka.Młodzi specjaliści z branży IT emigrują nie tylko ze względu na wyższe wynagrodzenia, ale także lepsze perspektywy rozwoju kariery. Raporty wskazują, że emigracja jest szczególnie wysoka wśród osób wykształconych w kierunkach STEM i medycynie — potwierdza to m.in. OECD International Migration Outlook 2025 oraz analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) dotyczące brain drain w sektorach wysokokwalifikowanych.

Podobne artykuły