Amerykański sen zamienił się w koszmar. Historia Polaka, który przetrwał Katrinę
Kuba Kucharski Sierpień 2005 roku. Huragan Katrina pustoszy wybrzeże Zatoki Meksykańskiej. Pękają wały przeciwpowodziowe, a woda zalewa około 80% Nowego Orleanu. Ginie ponad 1800 osób, setki tysięcy tracą domy i dorobek życia. W samym środku tej katastrofy jest 20-letni student z Polski – Kuba Kucharski, dziś autor książki „W uścisku Katriny” i twórca kanału „Momenty”. Dwie dekady po tragedii Kuba Kucharski wraca do tamtych dni, kiedy próbował przeżyć w tłumie tysięcy ewakuowanych na stadion Superdome. Opowiada, czego nauczyło go to doświadczenie – i co z takich historii powinien wyciągnąć wnioski także nasz kraj. Do Nowego Orleanu trafił „przypadkiem”. Chciał pracować w Nowym Jorku, ale agencja studencka znalazła dla ich grupy etat w Luizjanie. – Ameryka jawiła mi się jako kraj spełnionych marzeń. Nowy Orlean był upalny, bez chodników, inny niż wszystko, co znałem – wspomina. W tle buzowały napięcia społeczne. Zdarzały się zaczepki, poczucie nieufności między grupami. – To nie była jednowymiarowa historia o kolorze skóry – bardziej o biedzie, wykluczeniu i strachu – podkreśla Kucharski. Artykuł powstał na podstawie rozmowy na kanale YouTube „MomenTy” z Kubą Kucharskim – autorem książki „W uścisku Katriny” i uczestnikiem ewakuacji do Superdome podczas huraganu Katrina. CAŁA ROZMOWA:American dream, który zamienił się w koszmar
Dzień przed uderzeniem huraganu Katrina
– Nikt nas nie ostrzegł – mówi. Nie mieli telewizora, pracodawca uspokajał, że „za dwa dni wracacie do pracy”. Alarm przyszedł… z Polski. To ojciec przez telefon prosił: „Uciekajcie z miasta”. Plotki w mieście gęstniały, a decyzję o ewakuacji podjęli, gdy znajomy przyjechał pick-upem i zawiózł ich pod Superdome – największy, jak sądzili, bezpieczny azyl.
Pod bramą stadionu stali godzinami. Gdy niebo pociemniało, a deszcz zaczął walić jak grad, kolejka zamieniła się w napierający tłum. Przy wejściu przeszukiwano bagaże, ale chaos sprawił, że do środka przeniknęły także niebezpieczne przedmioty.
W środku znalazło się najpierw około 20–25 tys. osób, później – nawet do 30 tys.
– Superdome nie był przygotowany na dni, tylko na godziny. Przestała działać klimatyzacja, brakowało światła, mieliśmy po pół litra wody ‘do wszystkiego’. Jedzenie – niejadalne. Było duszno, brudno i niebezpiecznie – wspomina.
Mówi o strzałach, handlu narkotykami, panice i pogłoskach, które później w swojej książce prostował: „fake newsy były równie zaraźliwe co strach”.
Ewakuacja do Superdome. Mniejszość w tłumie i rosnące napięcie
Kucharski podkreśla, że zdecydowaną większość ewakuowanych stanowili Afroamerykanie – w większości najbiedniejsi mieszkańcy miasta, często bez samochodów, pozostawieni sami sobie. – Byliśmy małą grupą białych. Gdy żołnierz zamienił z nami dwa słowa, część ludzi reagowała gniewem: ‘dlaczego im pomagacie, a nie nam?’. Rozumiem ich. Stracili wszystko – mówi.
W pewnym momencie, dla ich bezpieczeństwa, Gwardia Narodowa przeniosła zagranicznych turystów do zrujnowanego hotelu Hyatt, teren ogrodziła taśmą i kazała im nie odchodzić. – Wykonałem wtedy telefon życia – do mamy z budki telefonicznej. Rodzice w Polsce już myśleli, że zaginęliśmy – dodaje.
Huragan Katrina 20 lat później. Obrazy, które nie blakną
Z tarasu stadionu widział morze wody wdzierające się w miasto. W pamięci nosi też dramatyczne sceny z wnętrza – desperację, próby samobójcze, butelki lecące nad głowami podczas cichej ewakuacji korytarzami. – To był egzamin z człowieczeństwa, w którym wszyscy zdawaliśmy różne lekcje – mówi.
Jednocześnie wspomina też akty odwagi i solidarności: młodego mężczyznę, który „porwał” szkolny autobus i wywiózł dziesiątki ludzi do Houston; sąsiadów pływających na pontonach po zalanych ulicach, by kogoś wyciągnąć z dachu; lekarzy ratujących niemowlęta. – W takich chwilach kolor skóry przestaje mieć znaczenie – podkreśla.
20 lat po Katrinie: Czego uczą skrajne doświadczenia?
– Nigdy nie wiesz, jak zachowasz się w sytuacji granicznej – dopóki w niej nie staniesz – mówi Kucharski. Z dzisiejszej perspektywy widzi, jak fatalna komunikacja, opóźniona reakcja i brak logistycznego przygotowania potęgują tragedię. Przyznaje, że władze wielokrotnie zawiodły, ale dodaje: „Było też wiele dobra. I to dobro warto zapamiętać równie mocno jak zło”.
Choć huragan o sile Katriny nad Bałtykiem jest mało prawdopodobny, ekstremalne zjawiska takie jak: powodzie, nawalne deszcze, wichury, przerwy w prądzie – już nas dotykają. Wnioski z Nowego Orleanu są zaskakująco praktyczne:
- Wczesne ostrzeganie i komunikacja wielokanałowa. SMS-y RCB, radio FM, megafony, komunikatory, syreny – i jasny język: co grozi, gdzie i kiedy, co zabrać, dokąd iść.
- Lista schronów i ich standard. Każde „miejskie schronienie” musi mieć zapas wody, żywności, leków, toalety chemiczne, agregaty, ładowanie telefonów, wentylację, strefy dla rodzin i osób wrażliwych. Regularne audyty i ćwiczenia.
- Transport dla osób bez auta. W kryzysie uruchamiajmy autobusy ewakuacyjne z wydzielonych punktów zbiórki: jasna informacja, że przejazd jest darmowy, a trasy – bezpieczne.
- Mapy ryzyka i proste procedury osiedlowe. Wiedza „gdzie jest najbliższa wyżej położona szkoła/sala gimnastyczna” powinna być na klatce schodowej, nie w PDF-ie.
- Wrażliwość społeczna. Zadbajmy o najbiedniejszych, seniorów, osoby z niepełnosprawnościami i cudzoziemców – listy kontaktowe, sąsiedzkie „pary bezpieczeństwa”, tłumaczenia komunikatów na kilka języków.
- Zasada „pets inside”. Ewakuacja razem ze zwierzętami ogranicza opór ludzi przed wyjazdem; w schronach przewidujmy strefy i transport dla pupilów.
- Ćwiczenia międzyinstytucjonalne. Samorządy, wojsko, policja, straż, NGO-sy i szkoły powinny ćwiczyć razem scenariusze blackoutu, ewakuacji dzielnicy, zalania itp.
- Kultura gotowości. W domu: woda, latarka, powerbank, radio na baterie, apteczka, lista leków i kontaktów. W pracy i szkole – procedury wywieszone i przećwiczone.
– Gdyby Superdome miał wodę, wentylację i światło na dłużej niż dobę, wiele dramatów by się nie wydarzyło. Przygotowanie to nie koszt – to oszczędność cierpienia – mówi Kucharski.
Książka o huraganie, która porządkuje pamięć
„W uścisku Katriny” to zapis pamiętnika z pierwszej ręki – nie tylko o błędach systemu, lecz także o dojrzewaniu do odpowiedzialności. – Jako dwudziestolatek miałem beztroskę w głowie. Dziś wiem, że los lubi wystawiać rachunki. Warto być gotowym – kwituje.