12 March, 2026

Gdy zetka zostaje prezesem. “Byłam cały czas w trybie pracy”

“Kultura zap*******” ma się dobrze, nawet wśród pokolenia Z. I chociaż nowa generacja pracowników sukcesywnie zmienia rynek pracy, to pewne nawyki zostaną z nami na długo. — Pracowałam cały czas. Z jednej strony miałam “wolność” w postaci tego, że mogę to robić z Hiszpanii, Włoch czy z Tajlandii, ale z drugiej strony byłam cały czas z laptopem na kolanach. Nie przypominam sobie momentu, w którym byłam odcięta od pracy. Cały czas byłam pod telefonem, więc nie pracowałam ciągiem 16 godzin, ale byłam cały czas w trybie pracy — mówi w rozmowie z Onetem 29-letnia Angelika Sobolewska, dziś CEO agencji digitalowej Midnight Issue.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Gdy zetka zostaje prezesem. "Byłam cały czas w trybie pracy" fizkes, Archiwum prywatne / Shutterstock Angelika Sobolewska, właścicielka agencji Midnight Issue Gdy zetka zostaje prezesem. "Byłam cały czas w trybie pracy" Materiał archiwalnyOnet Szacuje się, że w 2025 r. pokolenie Z będzie stanowić 27 proc. światowej siły roboczej w Polsce, co oznacza, że co czwarty pracownik będzie przedstawicielem tego pokolenia. Zetki już teraz stanowią duży odsetek pracowników w wielu miejscach pracy. Coraz częściej na stanowiskach kierowniczych.Taką osobą jest Angelika Sobolewska, CEO agencji digitalowej Midnight Issue, w której zatrudnia osoby z młodego pokolenia. W tym roku kończy 29 lat i od 10 lat pracuje w branży marketingowej, w influencer marketingu.Choć Angelika rocznikowo (ur. w 1996 r.) jest “wczesną zetką” (przyjmuje się, że do pokolenia Z należą osoby urodzone po 1995 r.), to czuje, że ma w sobie zarówno cechy zetki, jak i milenialsa. — To, co charakteryzuje zetki to elastyczność i brak stałych godzin pracy, niechęć pracowania w sztywnych godzinach od 9 do 17. To podejście zdecydowanie mnie określa. Od samego początku mojej ścieżki zawodowej przeszkadzały mi te ramy, dostosowywanie się do schematów korporacyjnych. Teraz układam sobie pracę elastycznie i pozwalam moim pracownikom pracować w taki sam sposób. I tak wszyscy pracujemy zdalnie. Jak ktoś ma potrzebę pracy z innego miejsca niż Polska, to proszę bardzo — mówi Angelika Sobolewska w rozmowie z Onetem. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Czy Gen Z zmieni kulturę pracy, czy praca zmieni Gen Z?

Elastyczność inaczej pojęta

Rzeczywiście, dane z raportu “Gen Boost. Młodzi na rynku pracy”, zrealizowanego przez agencję Hays Poland i Fundację OFF school, mówią jasno — większość młodych respondentów (68 proc.) przyznaje, że chciałaby pracować elastycznie.Z tym że perspektywa pracodawcy i pracownika, co do elastyczności, jest zgoła odmienna. Dla zetek oznacza to możliwość pracy w dowolnych godzinach (45 proc.), wybór dni pracy (18 proc.) oraz model hybrydowy lub zdalny (dla 9 proc. ankietowanych). Tymczasem dla pracodawcy praca elastyczna to najczęściej właśnie praca hybrydowa (44 proc.) lub możliwość rozpoczęcia pracy w określonych przedziałach godzinowych (33 proc.). Elastyczność jako pracę w dowolnych godzinach lub wybór dni pracy definiuje zaledwie ułamek pracodawców (po 3 proc. wskazań) — czytamy w raporcie. Gdy zetka zostaje prezesem. "Byłam cały czas w trybie pracy" Co oznacza "praca elastyczna" w perspektywie młodych i pracodawcówMarysia i Studio / Raport "Gen Boost. Młodzi na rynku pracy" Angelika podkreśla, że daje swoim pracownikom dużą elastyczność, ale wiele zależy od ich postawy.— W momencie, gdy ktoś nie dowozi, nie spełnia swoich zadań i wykorzystuje to, że nie ma kontroli nad głową, to nie jest to w porządku. Niestety spotkałam się z takimi sytuacjami. Natomiast to wszystko zależy od konkretnej osoby. Nie mam problemu z elastycznym podejściem do pracy, jeżeli nie mam zastrzeżeń do współpracy z daną osobą. Podchodzę do tego na zasadzie partnerstwa. Wiadomo, że jest to pracownik, a nie wspólnik, więc nie mogę od niego oczekiwać, żeby odebrał telefon o godz. 20. Ale jeżeli on ma potrzebę wyjścia w ciągu dnia i chce sobie dokończyć rzeczy wieczorem, to jest to dla mnie okej — przyznaje Angelika Sobolewska.

  • Czytaj także: W tych branżach coraz ciężej jest o pracę. “Jestem na skraju załamania”

“Miałam ogromne poczucie marnowania czasu”

Jedna kwestia nie pozwala Angelice myśleć o sobie w pełni jak o zetce. Chodzi o życie w duchu work-life balance.

U mnie jest to uwarunkowane moją historią. Od razu po maturze zaczęłam pracę w zawodzie — musiałam zarobić na czynsz i zaoczne studia. Szybko się usamodzielniłam, co wpłynęło na “kulturę zap*******”, która była dużą częścią mojego życia

— przyznaje.Angelika zatrudniła się w agencji na pierwszym roku studiów. Od zawsze czuła, że chce pracować w szeroko pojętej branży kreatywnej. Kierując się radą starszego brata, najpierw postanowiła popracować w kilku agencjach, aby zdobyć potrzebne doświadczenie, a potem pójść na swoje.— Pamiętam, że jedna z moich pierwszych wypłat wynosiła jakieś 2 tys. zł. Wtedy za pokój płaciłam 800 zł, za czesne tyle samo i zostawało mi 400 zł na życie. A jeszcze wtedy próbowałam coś zaoszczędzić — wspomina. Gdy zetka zostaje prezesem. "Byłam cały czas w trybie pracy" Angelika Sobolewska, właścicielka agencji Midnight Issueprywatne archiwum / Materiały prasowe_omp_temp Szybko się jej udało pójść na swoje, bo własną działalność utworzyła w wieku 23 lat. Jak przyznaje, miała już dość pracy w agencji. — Bardzo męczyłam się w pracy na etacie. Nie odnajdywałam się w takiej strukturze. Nie rozumiałam, dlaczego muszę siedzieć od 9 do 17 w biurze, jeżeli swoją pracę wykonuję w godzinach 10-15. Pamiętam, że robiłam różne rzeczy, żeby trochę odreagować, szukałam zajęć, które zabijałyby mi ten czas. Miałam ogromne poczucie marnowania czasu — opowiada. — A z drugiej strony, niestety, praca w korporacji wygląda często tak, że jeżeli pokażesz, że masz dużo czasu, to dołożą ci kolejne rzeczy. A nie o to chodzi, żeby na tym samym stanowisku robić za te same pieniądze dwa razy więcej — dodaje.Zwraca też uwagę, że powstało wiele stereotypów na temat pokolenia Z, a sama doświadczyła, że starsi pracownicy nie grnęli się do pomocy młodszym kolegom i koleżankom. — Podczas pracy na etacie miałam tylko jedną przełożoną, która dobrze mnie wdrożyła i przeprowadziła przez ścieżkę wewnątrz firmy. W pozostałych miejscach, w których pracowałam, spotykałam się z tym, że starsze i teoretycznie bardziej doświadczone osoby nie potrafiły mną zarządzić. Dużo się mówi, że pokolenie Z jest roszczeniowe, że ma listę oczekiwań na temat tego, jak powinna wyglądać praca. A z drugiej strony mam wrażenie, że też starsze pokolenie zupełnie nie bierze odpowiedzialności za młodych pracowników i poprowadzenie ich na pierwszych etapach kariery, a jest to niezwykle ważne — przyznaje.

  • Czytaj: Pokolenie Z. Instrukcja obsługi — czy mamy się bać przyszłości?

“Byłam cały czas w trybie pracy”

Angelice udało się ze struktury agencji i zacząć pracować na własny rachunek, ale początki prowadzenia działalności gospodarczej nie były usłane różami.— Miałam 23 lata. Z perspektywy czasu to było troszkę za wcześnie na rzucenie się na tak głęboką wodę. Było to moje pierwsze zderzenie z tym, jak realnie wygląda świat przedsiębiorcy — podatki, rozliczenia, księgowe. Szkoła mnie do tego w żaden sposób nie przygotowała, studia również. Co w efekcie naraziło mnie na dość duży stres i dużą niepewność. Freelance jest z natury niepewną formą działalności, bo pracujesz projektowo w zależności od tego, ile się dzieje, a jednak jakoś musisz się utrzymać. Wiem, że weszłam w ten świat za wcześnie, a z drugiej strony wiem, że nie postąpiłabym inaczej. To była kwestia ambicji — przyznaje. Angelika początkowo realizowała pojedyncze zlecenia, potem jej działalność przerodziła się naturalnie w agencję, zaczęła zatrudniać ludzi, potem do swojego portfolio dołożyła kolejną firmę, tym razem związaną z e-commercem i wpadła w wir “kultury zap******”.

Pracowałam cały czas. Z jednej strony miałam “wolność” w postaci tego, że mogę to robić z Hiszpanii, Włoch czy z Tajlandii, ale z drugiej strony byłam cały czas z laptopem na kolanach. Nie przypominam sobie momentu, w którym byłam odcięta od pracy. De facto cały czas byłam pod telefonem, więc nie pracowałam ciągiem 16 godzin, ale byłam cały czas w trybie pracy. Czego nie polecam, przypłaciłam to zdrowiem. Natomiast z drugiej strony wiem, że to jest moja historia. Ciężko mi sobie wyobrazić inny scenariusz

— stwierdza.— Wiem, że kultura zap****** doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz. Z ziarenka, które zasadziłam w tamtym czasie, teraz zbieram owoce. Obecnie pracuję znacznie mniej i jestem idealnym przykładem work life balance. Wolnego czasu mam więcej niż statystyczna osoba, która musi iść do pracy na osiem godzin — dodaje.

  • Czytaj: Młodzi Hiszpanie wolą Polskę. “U nas nawet z dyplomem będziesz kelnerem”

Jak przyznaje, zwolniła dopiero w ubiegłym roku. — To był moment, w którym sprzedałam drugą firmę, a agencja zaczęłam mocno się rozwijać, co pozwoliło mi zwolnić i nie poświęcać tyle czasu, co wcześniej. Elementem wewnętrznego testu były trzy miesiące, które spędziłam ostatnio w Nowym Jorku. Zastanawiałam się, co się wydarzy i czy będę miała do czego wracać. Okazało się, że świat się nie skończył — śmieje się.

Oczekiwania zetek kontra pracodawcy

Raport “Gen Boost. Młodzi na rynku pracy” prezentuje także interesujące wnioski w kwestii wymiaru godzinowego pracy.Młodzi najliczniej (44 proc.) wskazali niepełny etat, czyli od 20 do 30 godzin tygodniowo. Na pełen etat chce pracować tylko 38 proc. badanych. To zupełnie rozmija się z tym, co oferują pracodawcy.Zdecydowana większość, bo 88 proc. pracodawców, oferuje pełen etat, czyli pracę 40 godzin tygodniowo. Gdy zetka zostaje prezesem. "Byłam cały czas w trybie pracy" Wymiar pracy. Perspektywa młodych i pracownikówMarysia i Studio / Raport "Gen Boost. Młodzi na rynku pracy" Inny raport — “Work War Z” — wskazuje, że najważniejszym czynnikiem decydującym o wyborze pracodawcy dla pokolenia Z jest wynagrodzenie — 47 proc. Kolejne miejsca zajmują możliwości rozwoju (13 proc.) i równowaga między życiem zawodowym a prywatnym (12 proc.), czyli tzw. work-life balance.Angelika Sobolewska ma wieloletnie doświadczenie z rekrutacją nowych pracowników. Przyznaje, że kwestia zarobków, jest dla nich bardzo ważna. — Zetki od razu chcą ustalić warunki współpracy na zasadzie: teraz konkrety, potem miękkie rzeczy. A osoby nieco starsze mają inne podejście, bardziej się krygują, nie zaczynają od pytań o pieniądze. Widać, że jako społeczeństwo wstydzimy się rozmawiać o pieniądzach. I w tym przypadku jestem chyba bardziej milenialsem, bo też przez długi czas miałam z tym problem. A zetki idą po swoje. Przyznam, że na początku miałam z tym problem na rozmowach, które prowadziłam. Było to dla mnie takie bezpardonowe i nie na miejscu. Byłam przyzwyczajona raczej do miękkich rozmów. Budziło to we mnie może nawet lekką złości i dezorientację, i takie niezrozumienie, dlaczego ktoś już mi mówi, ile za coś chce, skoro nie pokazał, co może dać od siebie. Ale już się przyzwyczaiłam i teraz jest to ok dla mnie — przyznaje.

  • Tak żyją młodzi w Europie Środkowej. “Słowacja jest to jedno pokolenie mentalnie za nami”

W ostatnich latach pojawia się wiele głosów, że zetki mają “luźny” stosunek do pracy i brakuje im zaangażowania. Zdaniem Angeliki to kolejny stereotyp, bo w swojej karierze wielokrotnie miała okazję pracować z bardzo sumiennymi pracownikami z pokolenia Z, ale ma na swoim koncie też niemiłe doświadczenia.

Pracowaliśmy z dziewczyną, typową zetką, która w drugim czy trzecim miesiącu współpracy po prostu zniknęła. Słuch po niej zaginął. Wylogowała się i nie wiadomo było, co się stało. Normalnie dodawała rzeczy na swoje sociale, więc wiedzieliśmy, że nic się jej nie stało, ale nie było z nią kontaktu. Nigdy nie dowiedzieliśmy się, o co w tym chodziło. Pamiętam, że kilka miesięcy później spotkałam ją na ulicy i normalnie się przywitała, rozmawiałyśmy, jakby ta sytuacja nie miała miejsca. Zdarzyły się też inne sytuacji ghostingu i ale ja nie podchodzę do tego jako winy pokolenia, lecz jednostki

— dodaje.

Dobry lider to pokorny lider

Angelika, mimo młodego wieku, musiała wejść w rolę szefowej i zarządzać zespołem. Jej zdaniem najważniejszą cechą dobrego lidera jest pokora. — Ważne jest podejście do ludzi. Nie na zasadzie “ja wiem najlepiej”, tylko trzeba wchodzić w dyskusję. Staram się naprowadzać, ale nie na moje zdanie, lecz tak, żeby ktoś doszedł do swojej wersji. Taka otwartość jest kluczowa. I też umiejętność znalezienia w osobie, której liderujesz, dobrych cech i wyciąganie ich na wierzch. Jeżeli widzimy, że ktoś ma potencjał w ramach jednego obszaru, a w innym się męczy, to dobry lider powinien potrafić tak osobę poprowadzić, aby rozwijała się w dobrym kierunku rzeczy — uważa Angelika. Pytam Angelikę, czy czuje się spełniona, bo nie każda osoba przed “30” może poszczycić się takimi osiągnięciami.— Nie — odpowiada krótko. — Myślę, że jeszcze wiele przede mną. Zawsze bardzo wysoko stawiam sobie poprzeczkę. Za każdym razem jeszcze wyżej. Więc możliwe, że to jest wyścig, który nie ma końca i zawsze będzie perspektywa na coś więcej. Wiem na pewno, że mam jeszcze dużo do zrobienia — dodaje na koniec.

Podobne artykuły