30 January, 2026

Donald Trump nie zdaje sobie sprawy z tego, co zrobił. Zadarł z międzynarodowymi korporacjami. Nadchodzą ciężkie czasy

Donald Trump już nie raz pokazał, jakie ma podejście do wielkich korporacji — w jego wizji mają one nie tylko zarabiać, ale też wykonywać polityczne rozkazy. Widać to było choćby wtedy, gdy nawoływał amerykańskich magnatów naftowych, by wrócili do Caracas, czy kiedy zażądał od firm technologicznych sprzedających zaawansowane procesory do Chin, by “podzieliły się” zyskiem z jego administracją. Taka polityka ma jednak krótkie nogi. Powrót państwowej interwencji będzie destabilizujący dla zachodnich korporacji międzynarodowych — uderzy w giganty, które generują rocznie ok. 23 bln dol. (ok. 83 bln zł) sprzedaży, ponad 2 bln dol. (ok. 8 bln zł) zysku i zatrudniają miliony ludzi na całym świecie. To oznacza jedno: świat stanie się biedniejszym i mniej bezpiecznym miejscem.

Posłuchaj artykułu

x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy Donald Trump nie zdaje sobie sprawy z tego, co zrobił. Zadarł z międzynarodowymi korporacjami. Nadchodzą ciężkie czasy FABRICE COFFRINI/AFP / AFP Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podczas corocznego spotkania Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos 22 stycznia 2026 r.

Ameryka zaczyna traktować wielkie firmy jak narzędzie państwa: tu nacisk, tam groźba, gdzie indziej warunek “podzielcie się zyskiem”. Jak zauważają dziennikarze z “The Economist”, w efekcie globalizacja dostaje po hamulcach, a kapitał przestawia się z logiki rynku na logikę geopolitycznego starcia. To oznacza świat droższy i mniej efektywny — a więc biedniejszy. Zwolennicy powiedzą: “trudno, bezpieczeństwo kosztuje”. Tylko że ten rachunek może być słony, a gwarancji bezpieczeństwa Trump nie daje nikomu.

Donald Trump nie zdaje sobie sprawy z tego, co zrobił. Zadarł z międzynarodowymi korporacjami. Nadchodzą ciężkie czasy Styczeń z "The Economist"Źródło: Onet

Przez znaczną część nowożytnej historii wielkie korporacje międzynarodowe działały ramię w ramię z państwem. Wielką Brytanię i Holandię finansowały ich Kompanie Wschodnioindyjskie, a w zamian otrzymywały wsparcie wojskowe i dyplomatyczne.

Niemiecki Krupp i japońskie Mitsubishi pomagały w industrializacji, podczas gdy ich rządy zabezpieczały im dostęp do kopalń i rynków zbytu za granicą. Amerykańskie interwencje ułatwiały firmom naftowym zdobywanie surowców poza granicami kraju. Potem jednak, przez pewien czas — od lat 80. — rządy zrobiły krok w tył, a globalne koncerny rozlały się po świecie bez większych ograniczeń.

Dziś jednak “kapitalizm kanonierek” wraca do gry. Gdy podczas dorocznego szczytu w Davos zebrali się szefowie największych firm świata, jednym z głównych tematów ich rozmów była szokująco głęboka ingerencja rządów w ich interesy prowadzone ponad granicami. Wojna znów zawitała do Europy, a autorytarne Chiny zaczęły grać coraz ostrzej. Politycy na nowo rysują mapę globalnego biznesu, wyznaczając, gdzie korporacje mogą działać, a gdzie już nie. Prezydent USA Donald Trump idzie jeszcze dalej.

W jego oczach firmy są użytecznym narzędziem wzmacniania potęgi państwa. Nawoływał amerykańskich magnatów naftowych, by wrócili do Caracas, grożąc im wrogimi konsekwencjami. Naciskał na koncerny zbrojeniowe, by przestały skupować własne akcje. A od firm technologicznych sprzedających zaawansowane procesory do Chin zażądał, by “podzieliły się” częścią zysku z jego administracją.

Taki powrót państwowej interwencji będzie destabilizujący dla zachodnich korporacji międzynarodowych — tych, które rocznie generują ok. 23 bln dol. (ok. 83 bln zł) sprzedaży, ponad 2 bln dol. (ok. 8 bln zł) zysku i zatrudniają miliony ludzi na całym świecie. To oznacza jedno: świat stanie się mniej zamożny — i wcale niekoniecznie bezpieczniejszy.

Biznes na smyczy polityki

Zmieniający się porządek geopolityczny już teraz przestawia zachodnie korporacje na nowe tory. Cła, subsydia i sankcje przekierowały kapitał z miejsc takich jak Chiny i Rosja w stronę rynków rodzimych. W 2016 r. amerykańskie korporacje przeznaczały na inwestycje kapitałowe u siebie 44 proc. środków; dziś to już 69 proc. Sprzedaż zagraniczna spadła, podczas gdy ta krajowa urosła. Odwrót jest jeszcze bardziej widoczny w branżach uznawanych przez rządy za “strategiczne”, takich jak oprogramowanie, farmacja czy motoryzacja.

Jak powiedział Jamieson Greer w programie Inside Geopolitics, przedstawiciel handlowy Trumpa “złote lata globalizacji nie wrócą“. Przyszłość prawdopodobnie przyniesie jeszcze większe zaangażowanie państwa.

To pogoń za komercyjnymi zyskami stała za obaleniem Nicolasa Maduro w Wenezueli, do którego doprowadził Trump, i kieruje jego próbami wynegocjowania rozejmu między Rosją a Ukrainą.

Donald Trump nie zdaje sobie sprawy z tego, co zrobił. Zadarł z międzynarodowymi korporacjami. Nadchodzą ciężkie czasy Przedstawiciel handlowy Stanów Zjednoczonych Jamieson Greer w Waszyngtonie, USA, 9 grudnia 2025 r.Chip Somodevilla / POOL / EPA / Getty Images / AFP

Jednocześnie jednak Trump jeszcze mocniej wiąże biznes z państwem. Jego administracja objęła udziały w kilku spółkach wydobywczych oraz w podupadającym producencie chipów; a opublikowana w zeszłym miesiącu narodowa strategia bezpieczeństwa deklaruje, że będzie to kontynuowane. Im bardziej Ameryka faworyzuje własne firmy i karze cudze, tym bardziej inne kraje uznają za rozsądne wspieranie własnych przedsiębiorstw.

Co przyniesie nowy świat “kapitalizmu kanonierek”?

Po pierwsze — będzie droższy i mniej efektywny. A to ma dziś większe znaczenie niż kiedyś, bo współczesne korporacje są znacznie ważniejszą częścią gospodarki. Amerykańskie globalne giganty odpowiadają za ponad jedną piątą prywatnego zatrudnienia w kraju, dwie piąte inwestycji rzeczowych i trzy czwarte zysków.

Ta skala wynika z ogromnej infrastruktury, która przenosi towary i informacje po całej planecie, ułatwiając prowadzenie interesów ponad granicami — zwiększając zyski akcjonariuszy i obniżając ceny dla konsumentów.

Kiedy jednak firmy zmusza się do lokowania kapitału zgodnie z liniami geopolitycznymi, ich produktywność spada, a wraz z nią zamożność wszystkich.

Już teraz widać, że korporacje międzynarodowe tracą rentowność w porównaniu z firmami działającymi wyłącznie lokalnie. “The Economist” zbadał zwrot z zainwestowanego kapitału zachodnich firm niefinansowych o sprzedaży powyżej 10 mld dol. (ok. 36 mld zł) w latach 2023 i 2024 w siedmiu z dziewięciu branż wyniki korporacji międzynarodowych były gorsze niż u lokalnych rywali. W wielu obszarach różnica między firmami krajowymi a globalnymi zwiększyła się od lat 2018–2019.

  • USA-Chiny, czyli mecz o globalną dominację. Trump strzelił samobója, ale jeden szczegół gra na korzyść Amerykanów [OPINIA]

Tak wysokie koszty można by jeszcze zaakceptować — gdyby rzeczywiście przekładały się na większe bezpieczeństwo. W miarę jak autorytarne reżimy na świecie stają się coraz bardziej agresywne, demokracje stoją przed pilną koniecznością zwiększenia wydatków na obronność. Podobnie: spadek zysków producentów chipów mógłby być “ceną do przełknięcia”, jeśli embargo uniemożliwiłoby przeciwnikowi wykonanie skoku technologicznego, który dałby mu wyraźną przewagę militarną.

Klucz tkwi w tym, by interweniować mądrze. Tyle że podejście Trumpa ma poważne wady. Przede wszystkim skupia się na niewłaściwych źródłach siły.

Komercyjna potęga nie polega już na dostępie do możliwie największych zasobów ropy czy innych surowców. Dziś decydują innowacje i kapitał niematerialny — to one przesuwają granice technologii i sprawiają, że produkty stają się dla konsumentów niezastąpione. Tymczasem Trump, prowadząc wojnę z nauką i imigracją, podkopuje fundamenty innowacyjności.

Donald Trump nie zdaje sobie sprawy z tego, co zrobił. Zadarł z międzynarodowymi korporacjami. Nadchodzą ciężkie czasy Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump w Waszyngtonie, USA, 20 stycznia 2026 r.PAP/EPA/AARON SCHWARTZ / POOL / PAP

Co gorsza, interwencja jest chaotyczna — i wygląda na to, że jest to chaos celowy. Polityka USA dotycząca sprzedaży półprzewodników do Chin raz skręca w jedną stronę, raz w drugą, w zależności od tego, kto akurat ma ucho prezydenta. Istnieje ryzyko, że każda decyzja stanie się podatna na lobbing — jeśli nie wręcz na otwartą korupcję. A ponieważ niepewność daje administracji to, czego najbardziej pragnie — maksymalną dźwignię nacisku — biznes nie jest w stanie sensownie planować.

Więcej kanonierek, mniej masła

Biorąc pod uwagę skłonności prezydenta, trudno oczekiwać, że administracja Trumpa naprawi te problemy. Pozostaje więc pytanie głębsze: czy inne rządy mogłyby zrobić to lepiej — czy sprawny “kapitalizm kanonierek” mógłby w ogóle stać się elementem przewagi konkurencyjnej jakiegokolwiek kraju.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo "Powrót do czasów Cesarstwa Rzymskiego". "Naczelni" o USA i Grenlandii

“The Econimist” pozostaje sceptyczny — i nie tylko dlatego, że Ameryka dysponuje przytłaczającą przewagą militarną.

Gdy złoty wiek globalizacji gaśnie, warto pamiętać o prostej lekcji: rządy tworzą renty; renty zniekształcają rynek; a zniekształcony rynek zubaża kraje i odbiera ludziom przedsiębiorczość.

“Kapitalizm kanonierek” kusi obietnicą dobrobytu i bezpieczeństwa jednocześnie. W praktyce nie przyniesie ani jednego, ani drugiego.

© The Economist Newspaper Limited, 15 stycznia 2025 r.

Podobne artykuły