Czy polska klasa średnia z Dubaju wróci do ojczyzny? “Miałam wrażenie, że rodacy nas nienawidzą”
— Na profilu firmy, dla której pracuję, pojawił się wpis z Polski nazywający nas “cynicznymi bydlakami” — opowiada Ania, przewodniczka po Dubaju. Otuchę przynosi jej wznowienie wycieczek. Łukasz, trener w dubajskiej szkole tenisa, twierdzi, że jemu kryzys trwający w Zatoce Perskiej klientów nie zabiera. Czy wszyscy specjaliści z Polski, pracujący w Emiratach, mają tyle szczęścia?
Posłuchaj artykułu
x1 x2 x1.75 x1.5 x1.25 x1 x0.75 00:00 / 00:00 Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
FADEL SENNA / AFP Przechwycony przez obronę przeciwlotniczą pocisk irański wpada do Zatoki Perskiej w pobliżu sztucznego archipelagu w kształcie palmy, czyli jednej z luksusowych dzielnic w Dubaju (zdjęcie z 1 marca) Po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskich nalotów na Iran i ostrzale kilku państw Bliskiego Wschodu uwaga Polaków skupia się na dwóch grupach rodaków w tych krajach. Większość krytykuje turystów — co wynika nawet z rządowych analiz — którzy, mimo ostrzeżeń Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wybrali się m.in. do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA).Do tego obserwatorzy kont polskich celebrytów przebywających w Dubaju wręcz oskarżają influencerów o branie pieniędzy od lokalnych władz za “mówienie dobrze” o sposobie, w jakim zarządzają one sytuacją.Jednak “obrywa się” także Polakom, którzy od lat pracują w ZEA jako specjaliści i gdyby robili to samo w ojczyźnie, byliby uznawani za część polskiej klasy średniej.
“Miałam wrażenie, że rodacy nas nienawidzą”
— Niedługo po irańskim ataku naprawdę miałam wrażenie, że rodacy nas nienawidzą — mówi przewodniczka Ania, oprowadzająca wycieczki po Dubaju. Powód?— Na profilu firmy, dla której pracuję, pojawił się wpis z Polski nazywający nas “cynicznymi bydlakami”, bo nie zaprzestaliśmy naszej działalności — dopowiada przewodniczka. Z Anią, mieszkającą w Dubaju od czterech lat, ze statusem rezydenta w ZEA, Onet rozmawiał w środę wieczorem.
- PRZECZYTAJ: Ujawnia, jak wyglądał przemyt z Kaliningradu. “Mam odłożone do końca życia”
— To od rozpoczęcia konfliktu pierwszy dzień, w którym oprowadzałam grupę. Ale jej uczestnikami byli ludzie niemogący już wysiedzieć w hotelach i sami zwracali się do nas, aby wycieczkę zorganizować — twierdzi przewodniczka. — Zresztą w okolicach Burdż Chalifa wieczorem znów są tłumy, na pokazach fontann przy Dubai Mall turystom trudno zrobić dobre zdjęcie, a w metrze przecisnąć się przez tłum. Zgodnie z relacją Ani w środę u brzegów Dubaju ponownie pojawiły się jachty, zaś na pustynię w rejonie aglomeracji wróciło safari.
Turyści na plaży w Dubaju (zdjęcie z 2 marca)Giuseppe Cacace / AFP — Ludzie uwierzyli w skuteczność naszej obrony przeciwlotniczej, choć pierwszego dnia kryzysu zestrzeliwanie przez nią irańskich dronów wielu przestraszyło — opowiada Ania. Przewodniczka obserwowała “pracę” tej obrony z własnego mieszkania z widokiem na sztuczny archipelag w kształcie palmy, czyli jedną z luksusowych dzielnic Dubaju.— Wiem, że niektórzy rodzice uspokajali małe dzieci, przekonując, że “to fajerwerki”, bo ich pokazy są tutaj bardzo często — mówi Ania. — A mnie uspokoiło spojrzenie na hotel Fairmont, trafiony pierwszego dnia ostrzałów fragmentem drona, a tak naprawdę tylko draśnięty, bo na oko straty wyceniłabym na dwa tysiące złotych.
- DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: eksplozja w centrum Dubaju. Pożar objął luksusowy hotel
Przewodniczka na tyle zżyła się z Dubajem, że armię ZEA uznaje właśnie za “swoją”, podobnie jak prezydenta tego państwa — a jednocześnie emira Abu Zabi — którego w środę widziała w Dubai Mall. Prezydenckie zakupy miały być dowodem, że do kraju wraca normalność.
“Ta Polka jednak głęboko we mnie siedzi”
Jednak niepokój o przyszłość nie opuszcza przewodniczki.— Wiadomo, że moja branża jest bardzo wrażliwa na podobne wstrząsy. A ja zainwestowałam oszczędności życia w dubajskie mieszkanie, gdzie świetnie żyje mi się z moim kotem. I mam tutaj pracę, którą naprawdę lubię — opowiada Ania. — Nadzieję dają mi rozmowy ze znajomymi kupcami na bazarze i ich “inshallah”, czyli “będzie jak Bóg da”.Przewodniczka spokój znajomych z bazaru zestawia sobie z początkiem pandemii, który zapamiętała jeszcze z Polski. — Wtedy wszyscy robiliśmy zapasy, ze sklepów nagle zniknął papier toaletowy — wspomina. — Tu nic podobnego się nie dzieje. Zaraz po pierwszym ataku z Iranu pojechałam na stację zatankować auto, bo bałam się, że zabraknie paliwa. Przede mną czekał tylko jeden kierowca. Pomyślałam: ta Polka jednak głęboko we mnie siedzi.
- CZYTAJ WIĘCEJ: Liza przyjechała do Polski z Królewca. Mówi, co najbardziej ją zaskoczyło
“Zawiesiliśmy pracę, ale do niej wróciliśmy”
Optymistą pozostaje Łukasz Arcimowicz, pochodzący z Dolnego Śląska, współwłaściciel szkoły tenisa w Dubaju i jeden z jej trenerów (z zawodniczą przeszłością na korcie). Onet rozmawiał z nim w czwartek.— Spoglądamy od czasu do czasu w niebo, to dla nas nowa i dziwna sytuacja, ale czujemy się bezpiecznie — twierdzi Arcimowicz, który w ZEA mieszka z żoną. Osiadł w tym kraju dziewięć lat temu. Trener jest pewny, że obecna sytuacja polityczna nie odmieni jego sytuacji zawodowej. — Wszyscy nasi klienci to rezydenci (Arcimowicz też nim jest) i póki co nikt nie zamierza opuszczać Emiratów — opowiada. — Na kilka dni zawiesiliśmy pracę, ale do niej wróciliśmy od wtorku. W przypadku dzieci większość rodziców wyraziła zgodę, żeby wróciły do treningów. Część rodziców zdecydowała się jeszcze z tą zgodą chwilkę przeczekać.
Łukasz Arcimowicz, współwłaściciel szkoły tenisa w Dubaju i jeden z jej trenerów — fot. archiwum prywatneMateriały zewnętrzne Arcimowicz powtarza, że on i jego dubajscy znajomi czują się w ZEA pewnie i ufają rządzącym. — Na chwilę obecną nie rozważamy powrotu do Polski — mówi trener.
- PRZECZYTAJ: Słowacy mówią wprost: robimy sobie “czartery” do Polski
[Reklama] Książka dziennikarzy Onetu “Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGB” to okazja, by poprzez fascynujące reportaże spojrzeć na nasz kraj z nieznanej wcześniej, intrygującej perspektywy. Możesz zamówić ją tutaj!
Z widokiem na Polskę. Sąsiedzi, kciuk Stalina, czeski dług i KGBOnet
“Straciłem wszystkich uczniów”
Ale śledząc internetowe dyskusje Polaków w ZEA, dowiadujemy się, że nie wszyscy pozostają takimi optymistami jak Arcimowicz.“Straciłem wszystkich uczniów, więc jeśli ty lub twoi znajomi potrzebujecie nauczyciela, jestem tutaj” — napisał na facebookowym profilu polski instruktor gry na gitarze i pianinie, udzielający lekcji w Dubaju. Jednocześnie muzyk informuje znajomych z ojczyzny, że na razie do niej nie wraca — woli przeczekać konflikt w Emiratach.W czwartek lokalny dziennik “Khaleej Times” wyliczył, że w wyniku irańskich ostrzałów w ZEA zginęły trzy osoby, zaś 78 doznało obrażeń — wśród nich są obywatele Emiratów, ale również 16 innych państw.
- ZOBACZ: Ile irańskich rakiet i dronów spadło na Emiraty? Oto bilans ostrzałów, zabitych i rannych
W ostrzałach zginęli przybysze z Pakistanu, Nepalu i Bangladeszu pracujący w ZEA. W dwóch przypadkach ofiary śmiertelne były trafione odłamkami pocisku lub drona przechwyconego przez obronę przeciwlotniczą, trzeci zgon ma związek z trafieniem bezpośrednim w rejonie lotniska w Abu Zabi.
“Pracuję w American Hospital, a oni chcą atakować wszystko, co amerykańskie. Ale uspokoiłam się, że chyba nie o takie obiekty chodzi”
— W moim zawodzie i z moim pracodawcą na pewno jestem w stabilniejszej sytuacji niż ktoś, kto dla przykładu pozyskuje uczniów, prowadząc własną działalność — komentuje Anna, lekarz ginekolog zatrudniona w American Hospital Dubai, jak dodaje, topowym szpitalu aglomeracji. Do ZEA wyjechała razem z mężem półtora roku temu; ich córka pozostaje w Polsce na studiach. HtmlCode — Z drugiej strony tutejsza medycyna, bardziej niż system polski, to biznes oparty na więzi z konkretnym lekarzem. To ja przygotowuję moją pacjentkę do zabiegu, to ja idę ją zoperować, a potem sprawuję nad nią opiekę. Rzadziej dochodzi do “przekazywania” sobie pacjentów między lekarzami. Dlatego, oczywiście, zależy mi, aby jak najwięcej tych, którzy ufają mojej wiedzy i doświadczeniu, pozostało w Dubaju. Wtedy ja jestem cenniejsza dla pracodawcy — tłumaczy Anna. Gdy rozmawiamy z lekarką w piątek, ta ma przekonanie, że pacjentek w Dubaju wciąż jej nie zabraknie.— Pierwszy dzień irańskiego ostrzału to był szok, bo wiadomo, nigdy wcześniej nie widziałam rakiet czy dronów nad głową — wspomina Anna. — Nazajutrz pracowałam, ale nie miałam żadnych zabiegów na bloku operacyjnym. Wtedy, jak dowiedziałam się dzień później, dziewięć pacjentek zrezygnowało z zabiegów. Normalna sprawa, mogły przestraszyć się i zostać w domu. Ja też się trochę lękałam, bo do głowy dostawały się myśli w rodzaju “pracuję w American Hospital, a oni chcą atakować wszystko, co amerykańskie”. Ale uspokoiłam się, że chyba nie o takie obiekty chodzi atakującym.Lekarka uważa, że emirackie społeczeństwo też zaczęło nabierać spokoju — którego, jej zdaniem, brakuje osobom wygłaszającym alarmistyczne komentarze o sytuacji w ZEA z Polski.Na koniec Anna powtarza te same obserwacje, które wcześniej usłyszeliśmy od jej imienniczki, oprowadzającej wycieczki po Dubaju: w najbardziej popularnych miejscach aglomeracji znów robi się tłoczno, a ludzie widzą, że obrona przeciwlotnicza “pracuje” skutecznie.