„Żywa atrakcja miasta” poważnie pogryziona. Bydgoszczanie poruszeni

Bydgoszcz Źródło: Shutterstock Znany w Bydgoszczy kot Łatka został poważnie pogryziony przez pitbulla bez kagańca. Jak pisze „Wyborcza”, przesiadująca przy ulicy Gdańskiej celebrytka mogła nawet stracić życie. Moment pogryzienia Łatki opisywała w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” pani Agnieszka z pracowni florystycznej „Cuda, wianki”. To na schodkach tego zakładu przesiaduje zwykle lokalna kocia celebrytka. – Pani szła obok mojej kwiaciarni z psem bez kagańca. Nie jest jego właścicielką, tylko opiekuje się zwierzęciem pod nieobecność właścicieli. Nie przypilnowała psa. Samego momentu ataku nie widziałam, to się wydarzyło dwa domy dalej. Pani utrzymywała, że Łatka zaatakowała pitbulla. Czysty absurd, ale cóż – mówiła kobieta. Łatka z Bydgoszczy porównywana była do szczecińskiego Gacka czy ostatnio psa z Łodzi, aportującego piłki rzucane mu na balkon. Miała swój karton, w którym przesiadywała, a w zimne dni chowała się w sklepie, gdzie miała własne legowisko. Uwieczniono ją nawet na zdjęciu z Google Maps. – Kiedyś wzięłam ją na święta do domu, ale już drugiego dnia stała przy drzwiach i koniecznie chciała wrócić do kwiaciarni. Ona ma tu swoich ludzi, swoich wielbicieli, ona chyba by mi w domu umarła z tęsknoty za nimi – podkreślała pani Agnieszka. – Chyba lepiej dla Łatki taki układ, niż gdyby była bezdomna? W dzień przebywa w sklepie lub jego pobliżu, na noc jest zaopiekowana, ma w sklepie zapewniony nocleg. Jest pod stałą opieką weterynaryjną, jest karmiona. Nic więcej nie mogę dla niej zrobić – dodawała. Prowadzony bez kagańca pitbull zaatakował kota we wtorek 25 marca, powodując poważne obrażenia. – Ma odseparowaną skórę od brzucha, konieczne było założenie wielu szwów, dopiero wczoraj, po tygodniu od ataku weterynarz usunął dren – opowiadała pani Agnieszka. Jak mówiła, kotka przestała jeść i nie załatwiała się, konieczne było cewnikowanie. Dostawała też silne leki przeciwbólowe i antybiotyki. Wciąż codziennie wożona jest do weterynarza. Obecnie na noc zabierana jest do domu pani Agnieszki. – Dziś na chwilkę wyszła na swoje ulubione schodki przed sklepem, ale zaraz wróciła. Gdy jest u mnie w domu, prawie cały czas stoi pod drzwiami, chce wyjść. Nie jest nauczona życia w mieszkaniu, bez wychodzenia. Ma już przeszło 10 lat, trudno ją teraz do tego przyzwyczaić. Ona potrzebuje ludzkich rąk, zagadywania, głaskania, klientów z kwiaciarni, którzy ją uwielbiają. To jest jej życie – opowiadała. Choć leczenie kota pociąga za sobą duże koszty, jego opiekunka nie założyła internetowej zbiórki. Zamiast tego wystawiła w kwiaciarni skarbonkę. Mieszkańcy miasta licznie wspierają kota, zwłaszcza po nagłośnieniu sprawy na stronie facebookowej Bydgoszczanie.pl. W sieci tradycyjnie pojawiają się jednak również negatywne komentarze. Internauci pytają, czy „żywej atrakcję miasta” i „miejskiego kota” nie można było wcześniej zabezpieczyć przed podobnymi zdarzeniami. „Może najwyższy czas przestać traktować zwierzęta jak maskotki i zacząć realnie dbać o ich bezpieczeństwo” – proponowała autorka ostrego komentarza. „Wychodzący kot zawsze będzie narażony na niebezpieczeństwo. Jak go auto nie rozjedzie, albo pies nie pogryzie, to wpadnie w ręce złego człowieka” – dodawała inna osoba. „Czym różni się taki bezdomny pies od bezdomnego kota? Dlaczego o psa można zadbać i zgłosić go do schroniska, a kot ma się tułać i jak przeżyje to spoko, a jak nie przeżyje, to ktoś go zdrapie z ulicy?” – pytał ktoś inny.Bydgoszcz. Kot Łatka pogryziony przez psa
Bydgoszcz. Internauci ostro komentują przypadek Łatki