01 June, 2021

Życie marynarzy ORP Orzeł zagrożone? MON zaprzecza zarzutom

Gdyby to marynarze z okrętu podwodnego ORP Orzeł napisali list do decydentów, w którym domagają się wycofania jednostki ze służby, bo nie chcą umierać za nieudolność i kaprysy zwierzchników, to trudno byłoby sobie wyobrazić, w jakiej załoga musi być desperacji… MON zaprzecza, jakoby list pisali marynarze, ale to nie zamyka sprawy. Temat będzie powracał jak bumerang. Trudno ten apel zlekceważyć.

 

– Jest czymś niespotykanym, by w zhierarchizowanej, poddanej dyscyplinie instytucji, jaką jest wojsko, żołnierze pisali list otwarty, prosząc o wycofanie niebezpiecznego sprzętu, którego użytkowanie może grozić śmiercią.

 

– Piszący przyznają, że wysłali list bez wiedzy zwierzchników (list jest anonimowy), narażając się na odpowiedzialność karną i dyscyplinarną, ale to jedyny sposób, by skończyć z narażaniem ich życia w bezsensownej kampanii marketingowej polskiego rządu.

 

– Podkreślają, że stan techniczny okrętu jest opłakany, podobnie jak całej Marynarki Wojennej. To, że Orzeł jeszcze pływa, nazywają cudem. Opisują, że podczas ostatnich manewrów w maju jednostka miała kłopoty z wynurzeniem (problemy ze zbiornikami balastowymi). Na szczęście wówczas nikt nie ucierpiał.

 

“Następnym razem możemy już nie mieć tyle szczęścia. Każdy kolejny rejs Orła może zakończyć się jego zatonięciem, a co za tym idzie – naszą śmiercią” – czytamy w liście.

 

Występują problemy z zespołem napędowym, z sonarem, z zespołem nawigacyjnym… Nie udało się doprowadzić do pełnej sprawności systemów uzbrojenia. Nie działają poprawnie systemy komunikacyjne.

 

“Nie chcemy podzielić losu marynarzy z okrętów podwodnych Kursk, ARA San Juan czy KRI Nanggala-402. Owszem, w naszą służbę jest wpisane to, że gdy przyjdzie taka konieczność, to jesteśmy w stanie oddać nasze życia za Polskę. Niech to jednak ma miejsce w czasie działań wojennych, a nie być wynikiem nieudolności i kaprysów naszych zwierzchników” – dodają marynarze.

 

Co na to premier i minister

 

O zapaść w Marynarce Wojennej obwiniają premiera Mateusza Morawieckiego i Mariusza Błaszczaka, szefa MON. Ich zdaniem obaj nie mają najmniejszego pojęcia, jakie są potrzeby MW i zamiast pomagać w jej modernizacji, jeszcze bardziej ją utrudniają. Działania ekipy rządzącej – połączone z absolutną nieudolnością – doprowadziły do sytuacji, w której ich życie jest zagrożone.

 

Mają też żal do dowódcy 3. Flotylli Okrętów, kontradmirała Mirosława Jurkowlańca, który, jak twierdzą, ich uwagi dotyczące stanu technicznego okrętu podwodnego ORP Orzeł zdaje się ignorować.

 

Kiedy w 2018 r. kontradmirał Mirosław Mordel, Inspektor Marynarki Wojennej, powiedział podczas uroczystości opuszczenia bandery na okręcie podwodnym klasy Kobben ORP Sokół, że żołnierskie nadzieje, jeśli chodzi o pozyskanie nowych okrętów podwodnych, zostały zawiedzione, kilkanaście dni później został zwolniony ze stanowiska przez Mariusza Błaszczaka, szefa MON.

 

MON się broni

 

Na dramatyczny list odpowiedziało MON. Jak oświadczył ppłk Marek Pawlak, rzecznik Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, forma napisania listu wskazuje, że stworzył go ktoś niepowiązany z marynarką wojenną.

 

Źródło: wnp.pl

 

Podobne artykuły