06 May, 2021

Koszary w Ustce, gdzie “nie ma pandemii”. Poszli na stołówkę zamiast na kwarantannę

Żołnierze uczący się języka angielskiego w centrum szkoleniowym w Ustce pomimo pandemii przebywająw klasach i żyją w koszarach. Dlaczego nie zdecydowano się na tryb zdalny, skoro nie byłoby to wielkim wyzwaniem?

 

– Obiecywano, że gdy liczba zachorowań w skali kraju przekroczy 30 tysięcy, to zostaną odesłani na zdalne nauczanie. Niestety tak się nie stało – mówi anonimowo członek rodziny jednego z żołnierzy, który uczy się w Centrum Szkolenia Marynarki Wojennej w Ustce. – Dlaczego nasze zdrowie ma być narażone, bo oni zamiast uczyć się zdalnie, jak to się odbywa w całej Polsce, muszą siedzieć stłoczeni w jednym budynku? – pyta.

 

W klasie jest dystansik, w koszarach wspólne pokoje

 

Wojskowe centrum szkoleniowe w Ustce jest jednym z kilku w kraju, gdzie wojskowi (nie tylko marynarze) uczą się między innymi języków. Podstawowy kurs trwa pół roku. Kilkadziesiąt osób podzielonych na około dziesięcioosobowe grupy siedzi w klasach od 8 do 14. Jak w zwykłej szkole.

 

– Ławki są oczywiście rozsunięte i jest obowiązek noszenia maseczek. Tylko to jest iluzja bezpieczeństwa. Wiadomo, że podczas przerwy ktoś wyciągnie wodę czy kanapkę, więc maskę zsunie. Po zajęciach wszyscy spotykają się w ogólnej stołówce, gdzie znów trudno o nie zdjęcie maseczki. Potem wszyscy wędrują do jednego budynku, gdzie śpią po kilka osób w jednym pokoju. Są też wspólne łazienki. Jak to w koszarach – opisuje anonimowo członek rodziny jednego z kursantów.

 

Zajęcia trwają w tygodniu i na weekend żołnierze mogą wracać do rodzin. Do Ustki przyjechali z całego kraju. – Tuż przed świętami Wielkanocy ogłoszono, że jedna z grup uczących się angielskiego idzie na naukę zdalną na dwa tygodnie, taką kwarantannę, bo u jednej osoby stwierdzono zakażenie koronawirusem. Tylko zamiast ich wszystkich od razu wysłać do domów, to jeszcze mieli do końca dnia zajęcia, a potem poszli na stołówkę, stykając się z mnóstwem ludzi z innych grup – opisuje anonimowo członek rodziny. – Nasi najbliżsi wrócili więc do domu na święta tuż po kontakcie z osobą zakażoną – dodaje.

 

Zadaliśmy MON pytania o to, dlaczego pomimo pandemii wszyscy żołnierze uczący się w Ustce muszą się stawiać na zajęciach w klasach. O to w jaki sposób zadbano o ich zdrowie. Oraz o to, ile stwierdzono przypadków zakażenia koronawirusem wśród kursantów. Pomimo upłynięcia ponad dwóch tygodni nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

 

Podobne pytania zadaliśmy rzecznikowi prasowemu centrum w Ustce, komandorowi podporucznikowi Robertowi Biernaczykowi. Potwierdził, że zdecydowana większość zajęć w CSMW odbywa się stacjonarnie. Zdalnie, albo hybrydowo, mogą się odbywać nieliczne. Te teoretyczne, które nie wymagają specjalistycznego sprzętu do nauki. Są dwa.

 

– W chwili obecnej prowadzone są dwa kursy języka angielskiego, jeden ma charakter stacjonarny, drugi częściowo jest zdalny w grupie, w której został stwierdzony przypadek koronawirusa. Kursy językowe są prowadzone w grupach w celu zachowania wszelkich wymogów wynikających z reżimu sanitarnego i ograniczenia kontaktów pomiędzy słuchaczami kursów – stwierdził kmdr ppor. Biernaczyk. Zapewnia, że wszystko jest zgodne z wytycznymi Głównego Inspektora Sanitarnego Wojska Polskiego. Liczba zachorowań w ciągu ostatniego roku miała “nie przekroczyć do tej pory 10 osób”.

 

Są inne możliwości

 

Jest oczywiste, że różnego rodzaju specjalistyczne kursy nie mogą się odbywać zdalnie. Szkolenie wojskowe jest prowadzone przy pomocy różnych symulatorów, szkolnych egzemplarzy broni czy prawdziwej broni na strzelnicach. W takim wypadku nie ma więc mowy o zajęciach zdalnych. Decydując się na służbę w wojsku trzeba się siłą rzeczy godzić na większe ryzyko dla życia i zdrowia niż podczas pracy za biurkiem w korporacji.

 

Nie wszędzie nauka języka jest jednak uznawana za taką, która musi się odbywać stacjonarnie.

 

– Część zajęć jest prowadzonych zdalnie. Te bardziej teoretyczne czy nauka języków. E-learning funkcjonuje w Wojsku Polskim już od kilkunastu lat, więc w obliczu pandemii można było szybko się przestawić na nauczanie zdalne – powiedział w rozmowie z Gazeta.pl kapitan Jarosław Barczewski, rzecznik prasowy Centrum Szkolenia Sił Powietrznych w Koszalinie. – Zdecydowana większość kursów odbywa się jednak lokalnie, ponieważ wymagają użycia specjalistycznego sprzętu czy wręcz odbywają się na poligonie – zaznacza.

 

Żołnierze uczący się języka angielskiego w Ustce wiedzą o tym, że da się inaczej. Słyszeli o tym, jak sytuacja wygląda w Koszalinie. – Tam, kiedy wzrosła liczba zachorowań, wysłali ich wszystkich na zajęcia zdalne do końca kursu. Naszym najbliższym też to obiecywano. Niestety nic takiego się nie stało – mówi anonimowo członek rodziny żołnierza.

 

Źródło:  gazeta.pl

 

 

Podobne artykuły