08 April, 2021

Jak Polki walczą z dyskryminacją w służbach?

Czy w służbach mundurowych mamy do czynienia z dyskryminacją kobiet? Z rozmowy przeprowadzonej przez red. Paulinę Januszewską, dziennikarkę krytykipolitycznej.pl z Katarzyną Kozłowska, byłą policjantką i żołnierką jednostki wojskowej GROM,  a obecnie prezeską Fundacji #SayStop, wynika, że TAK. Przykład? Policjantce, matce trojga dzieci, wydano polecenie służbowe: „zrobić loda”. Czy jego autorowi tej propozycji choćby włos spadł z głowy?

 

Z tej interesującej rozmowy można się dowiedzieć o poglądach Pani prezes oraz planach Fundacji #SayStop, walczącej z dyskryminacją i mobbingiem kobiet w mundurach.

 

Piłsudski nie doceniał kobiet w mundurach

 

W ocenie Katarzyny Kozłowskiej, w kwestii równouprawnienia płci w służbach mundurowych od stu lat niewiele się zmieniło. Ta refleksja pojawiła się po lekturze artykułu o rekrutkach w Legionach Polskich oraz powołaniu Ochotniczej Legii Kobiet. Żołnierki nie były rzadkością w wojsku, ale też nie przyjmowano ich z otwartymi ramionami. Dzielnie walczyły o niepodległość, blisko 1400 z nich wzięło udział w Bitwie Warszawskiej. Marszałek Józef Piłsudski nie dość, że oficjalnie zakazał kobietom służby w kierowanych przez siebie szeregach i ostro krytykował pomysł wkładania przez nie mundurów, to jeszcze przy wsparciu kleru i prawicowych organizacji uznających kobiety w wojsku za „niezgodne z naturą zjawisko” ostatecznie rozwiązał Ochotniczą Legię Kobiet i bezceremonialnie zwolnił legionistki, wręczając im wilczy bilet, pozostawiając je bez środków do życia i pozwolenia na dalszą służbę.

 

18 lat w GROM

 

Gdy wraz z zaledwie kilkoma innymi kobietami Katarzyna Kozłowska zaczęła służbę w GROM-ie, a były to końcówka lat 90 (przesłużyła w tej elitarnej formacji 18 lat, w tym również w Iraku), w tej jednostce powstał nawet zespół kobiet. Opatrzono go literą D, którą nieoficjalnie rozwija się do poniżającej nazwy „dupy”. Tymczasem – jej zdaniem – do armii czy policji nie idą przypadkowe osoby, ale zdeterminowane, nastawione na rozwój i wyzwania kobiety o ponadprzeciętnych psychofizycznych cechach.

 

Prezeskę Fundacji #SayStop bardzo cieszy zainteresowanie kobiet pracą w mundurze, ale „ta liczba rośnie wolno i nieadekwatnie do przygotowania organizacyjno-kulturowego jednostek i zmian w anachronicznym sposobie myślenia”.

 

Nie wynosić „brudów” poza resort

 

Obawia się jednak, że dopóki przewaga liczebna mężczyzn – ogółem, jak i na wysokich stanowiskach – znacząco nie zmaleje, służby mundurowe pozostaną hermetycznym, mizoginistycznym środowiskiem, które manipuluje mniejszością i narzuca jej własne reguły gry. Te reguły nie mają w sobie nic ze zdrowej dyscypliny, za to wiele kobiet zmuszają do przejścia przez piekło, o czym nie mówi się głośno.

 

Przyczyną tej sytuacji jest niepisana zasada, by nie wynosić „brudów” poza resort. Zupełnie jak w przemocowych domach – wszystko ma zostać w rodzinie. Kobietom trudno się przebić ze swoją narracją, bo w armii stanowią niecałe 8 proc. Najwięcej pracuje ich w Straży Granicznej i Policji. Ale – co ciekawe i przerażające jednocześnie – w tej ostatniej dochodzi do największej liczby nadużyć. Tak przynajmniej wynika ze zgłoszeń, które otrzymuje Fundacja #SayStop.

 

Z dotychczasowych zgłoszeń wynika, że działania mężczyzn, w tym przełożonych, są podobne i powtarzalne. W ocenie Kamińskiej, mamy do czynienia z klasycznym i systematycznym mobbingiem, molestowaniem seksualnym, nierównym traktowaniem, przemocą, utrudnianiem awansu i zwykłym chamstwem. W tej chwili #SayStop odrabia cudze lekcje. Wspiera dziewczyny tam, gdzie powinno im pomagać państwo, które czyni je zakładniczkami patologicznego układu. Organizacja bierze na siebie odpowiedzialność za proces dochodzenia sprawiedliwości, zarówno w aspekcie finansowym, prawnym, jak i psychologicznym, bo “jest to droga przez mękę na wielu płaszczyznach”.

 

Potrzebne są cykliczne, anonimowe badania

 

Zdaniem pani prezes, potrzebne są szeroko zakrojone kampanie społeczne, które obalą stereotypy. Wszyscy myślą, że kobiety w służbie to twardzielki. Owszem, ale nawet największemu twardzielowi da się tak przykręcić śrubę, że w końcu pęknie. I kobiety pękają, bo skala nadużyć jest ogromna. W ciągu zaledwie pół roku fundacja otrzymała kilkaset zgłoszeń. Wiadomości jest tak dużo, że ich brak mógłby oznaczać tylko to, że ktoś zhakował nam skrzynkę.

 

Jednym z postulatów fundacji jest nałożenie na państwo i poszczególne jednostki obowiązku przeprowadzania cyklicznych anonimowych badań. Jak przyznała Kamińska, z tym pomysłem uderzałyśmy już do różnych podmiotów, m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich, ale na realizację takich badań potrzeba pieniędzy, które z systemu trudno uzyskać. Na razie próbujemy pozyskiwać je na własną rękę – w zbiórkach. Jedyne znane mi badania na wniosek szefa MON przeprowadziło w 2009 roku Wojskowe Biuro Badań Społecznych. Badanie wykazano wtedy np., że spośród 140 żołnierek aż 30 proc. spotkało się w polskim wojsku z mobbingiem, z molestowaniem seksualnym prawie 6 proc., a z molestowaniem 12,6. Niestety nikomu nie zależy, by te problemy monitorować ani, tym bardziej, rozwiązać.

 

Prezeska fundacji domaga się też, żeby zapewnić opiekę prawną i psychologiczną pokrzywdzonym, bo na razie korzysta z pomocy osób działających pro bono. Uważa ponadto, że MON powinien zatrudnić niezależną grupę specjalistów resortowych, którzy znają specyfikę służb. Nie ma co ukrywać, że jedyna taka organizacja pozarządowa w Polsce miesza szyki obrońcom status quo, ale niech resort obrony narodowej też zacznie wreszcie coś robić i powoła całkowicie niezależny organ, który będzie rozpatrywać skargi dotyczące dyskryminacji i przemocy.

 

Źródło: portal-mundurowy.pl

 

Podobne artykuły